niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 28 ''Witaj Londynie''

Odprawę mamy już za sobą. Stoimy przed wielkim samolotem, czekając na schody ? Tak schody, jakoś w końcu musimy dostać się do środka. W ogóle nie odczuwam stresu. Dziwne uczucie nie czuć nic. Ani smutku, ani radości. Chce już funkcjonować normalnie, chcę coś czuć. Co prawda minął dopiero tydzień od mojego wybudzenia się. Teraz tak bardzo zmieni się moje życie. Choroba, o ile można tak nazwać mój aktualny stan, tabletki, inny klimat, inne środowisko, inni ludzie, inne wszystko. Nowe życie, śmiało można stwierdzić. Poza ciocią nie mam nikogo w tym momencie. Louis, Harry, chłopaki, jakby nie patrzeć są częścią mojego nowego życia, ciekawe na jak długo jeszcze, mam jednak nadzieję, że nie odejdą wraz ze starym życiem, że nie stracę Harrego.
- Heej, Kornelia idziemy - szturcha mnie ciocia jednocześnie przerywając moje tak bardzo głębokie przemyślenia. Łapię za walizkę, jednak nic nie chwytam. Patrzę się na pustą rękę. Gdzie są moje walizki ?
- No chodźże - ponagla i ciągnie mnie za rękę. Podążam za nią i rozglądam się szukając walizek. Zauważam mężczyznę, który na wózku wiezie moje zguby. Już myślałam, że na dobry początek zostałam okradziona. Oddycham z ulgą i po schodkach ostrożnie wchodzę na pokład, jak to mówią.
- Łoł, sporo ludzi - mówi ciocia gdy już jesteśmy w samolocie. No tak, to prawda. Prawie wszystkie miejsca wyzajmowane. Przeciskamy się przez środek i szukamy wolnych foteli. Nie udało nam się usiąść razem. Zanim rozstałyśmy się ciocia dała mi masę wskazówek co mam zrobić, gdy źle się poczuję. Znalazłam wolne miejsce obok jakiejś dziewczyny. Wydaje się być miła, niebieskie oczy, czarne włosy do ramion, delikatna cera, lekko podkreślone czarną kredką oczy, szeroki uśmiech uformowany z ust, ale podobno nie ocenia się książki po okładce. Puściła mnie ku oknie. Idealnie, będę mogła spokojnie posłuchać muzyki i dosłownie, pobujać w obłokach. Do tej pory leciałam tylko dwa razy, pamiętam, że za każdym razem siłą musieli mnie wciągać do samolotu, a teraz nawet się nie zorientowałam kiedy wystartowaliśmy. Włożyłam słuchawki do uszów, włączyłam jak najgłośniej muzykę i wygodnie rozłożyłam się na siedzeniu, które nawet nie było takie straszne jak kiedyś. Chwilę patrzyłam w białe, puchate chmurki. Cudowny widok, niecodzienny, magiczny. Muszę częściej latać. Ciekawe jak tam ciocia. Podniosłam się na rękach i szukam jej dookoła. Zauważyłam ją ze swoją śmieszną opaską na oczach trzy rzędy za mną. Opadłam z powrotem na siedzenie. Zerknęłam na moją sąsiadkę, ona też miała to coś na oczach. Śpi. Może ja też się prześpię ? Nie musiałam długo czekać na sen. Po prostu zamknęłam oczy.
- Przepraszam, ale upadł ci telefon i chyba też ktoś dzwonił - budzi mnie angielski akcent. Powoli otwieram oczy i nie do końca rozumiem o co chodzi.
- Słucham ? - pytam zaspanym głosem. Dziewczyna z wielkim uśmiechem podaje mi telefon i mówi jeszcze raz:
- Telefon ci upadł i ktoś dzwonił. Przepraszam, że spojrzałam, podpisane było Louis - a no tak słuchawek też nie miałam w uszach, musiałam się wiercić i wypadły. Odebrałam od niej telefon i szybko sprawdziłam go. Louis dzwonił 4 razy ! Moment, Louis dzwonił ? Jak to, przecież ja nie mam... Mam telefon ! Nowy ! Jak mogłam się nie zorientować ?! Faktycznie, musiałam się dość konkretnie uderzyć w głowę, skoro nawet tego nie zauważyła. Bardzo źle ze mną. Ale już trudno, podziękuję cioci potem. Teraz muszę oddzwonić. Wybrałam numer i dzwonię. Trzy sygnały i usłyszałam wystraszony głos chłopaka:
- Korny ! Co się stało ? Dla czego się nie odzywałaś ? Już myślałem, że coś sobie zrobiłaś, po tym ... no wiesz. Odchodziliśmy tu od zmysłów ! - nawijał i nie zapowiadało się na koniec jego lamentowania.
- Heej, ciii ! spokojnie, żyję, jestem cała, nic mi PRAWIE nie jest. Oddychaj Loui - postanowiłam mu przerwać.
- Prawie jak to prawie ? Co ci jest ? - nie uległ z pytaniami.
- Miałam wypadek, dużo opowiadać, ale już jest okey naprawdę - próbowałam go jakoś uspokoić i zbytnio nie przerazić.
- Jaki wypadek ? Co się stało ?! Korny, kurwa nie odzywałaś się ponad miesiąc ! W dodatku po ostatniej rozmowie, słyszałem tylko jakieś krzyki, co się w tedy działo ? - dalej zadawał masę pytań podenerwowanym głosem. Nie chcę mu mówić co się dokładnie działo, bo prawdopodobnie obwiniał by się za to. Muszę coś wymyśleć.
- Tylko proszę nie panikuj ! Poszłam do łazienki, po tym co Harry powiedział pamiętasz jeszcze ? Chciałam wziąć zimny prysznic na orzeźwienie. Poślizgnęłam się na płytkach i uderzyłam głową w szafkę. Byłam w szpitalu przez ten czas, nie miałam telefonu. Przepraszam, mogłam jakoś dać znać, ale chciałam odpocząć też. - opowiedziałam zmyśloną historię. Zupełnie bez żadnych emocji.
- Byłaś w szpitalu tyle czasu ?! A my nic nie wiedzieliśmy. Mogliśmy cię jakoś wesprzeć czy coś. To przeze mnie. Po co ja dawałem Harremu telefon ?! Przepraszam Korny przepraszam ! Jak się teraz czujesz ? - zaczął panikować. Dla czego on musi być tak cholernie dobry ? Dla czego się obwinia ?
- Niee, przestań to nie twoja wina, ani niczyja. To znaczy moja, bo nie patrzyłam pod nogi. Proszę cię nie obwiniaj się ! Ze mną już okey, naprawdę. Nic się nie stało. To tylko chwilowy uraz mózgu, którego już nie ma ! Rozumiesz, jest po wszystkim ! - kłamałam. Louis przepraszam, ale nie mogę powiedzieć ci prawdy.
- Uraz mózgu ?! Gdybym tylko wiedział, zaraz bym przyleciał ! Ale całe szczęście, że już ci nic nie jest. Kamień spadł mi z serca. Nie rób tak więcej, a jeżeli to się powtórzy kupię ci 100 telefonów i przyszyje do każdej części twojego ciała ! Albo nie GPSa ci wszczepię ! Tak to będzie idealne rozwiązanie. - zaczyna żartować. Jest dobrze.
- Co ty taki troskliwy ? Dzięki Lou i ... - jak zwykle mi przerwał:
- Nie masz mi za co dziękować ! Nic nie zrobiłem przecież żebyś mi dziękowała. Uff... Boże jak się cieszę, że jesteś cała ! - wzdycha. Uwielbiam go po prostu !
- Właśnie za to ci dziękuję. Za troskę i że nie zapomniałeś o mnie przez ten miesiąc i że mnie wspierasz i że w ogóle jesteś ! Gdyby nie Elka to uściskałabym cię najmocniej jak tylko potrafię ! - zaśmiałam się, żeby nie wyglądało to zbyt poważnie.
- Oj przestań bo robię się czerwony jak moje spodnie. Właśnie mała, Elka się o ciebie coś ostatnio wypytywała. Chyba się polubiłyście po tej rozmowie co ? - mówił już normalnym spokojnym tonem.
- Nie zaczęłyśmy dobrze, ale potem, chyba tak, miło się gadało. Chętnie bym z nią jeszcze porozmawiała naprawd... - przerwałam gdy usłyszałam krzyk Liama ? Tak, to był Liam, a potem Harry:
- Koleś daj mi spokój ! Odpierdol się wreszcie ! - i trzask. Co się między nimi dzieje ?
- Hej hej, Korny ja musze kończyć. Zadzwonię, cieszę się że w końcu mogłem cię usłyszeć. Trzymaj się pa - wystrzelił Louis z prędkością światła, nawet nie zdążyłam odpowiedzieć. Co jest grane ? Czy Harry, aż tak bardzo się, jakby to nazwać, zepsuł ? Odłożyłam telefon do kieszeni plecaka. Nic nie czuję. Nie mogę myśleć, żadnych uczuć, emocji. Może to i dobrze ?
- Hej, chłopak ? - zapytała słodko dziewczyna siedząca obok.
- Hym ? O, nie, nie chłopak. Znajomy... Przyjaciel. Tak w ogóle to nie podziękowałam nawet - odwzajemniłam uśmiech i bardziej odwróciłam się w jej stronę.
- Ale nie ma za co ! - zaśmiała się i machnęła ręką dziwnie podskakując na siedzeniu. Jaka ona jest zakręcona.
- Kornelia - podałam jej rękę.
- Sophie. Ty też mieszkasz w Londynie ? - chwyciła moją dłoń i potrząsała nią chwilę.
- Nie, dopiero się WPROWADZAM. Jestem z Polski - mówię, a ta się cały czas uśmiecha.
- Ja właśnie wracam od rodziny, która mieszka w Polsce. Gdzie będziesz mieszkać ? - pyta.
- Westminster. - chwilę pomyślała zanim znowu zaczęła nawijać:
- Musimy się kiedyś zgadać ! Mieszkam jakieś 20 min do Westminster. Tak w ogóle to twój kolega ma tak samo na imię jak Louis Tomlinson, wiesz ten z One Direction. I o ile mnie uszy nie mylą to była też mowa o Harrym. Nie żebym podsłuchiwała, po prostu tak rzuciły mi się te imiona. Fajnie mieć znajomych, którzy nazywają się tak samo jak Tomo i Styles. Uwielbiam ich. Byłam kilka razy na ich koncercie. Mimo, że mieszkam praktycznie tam gdzie oni, ani razu nie miałam przyjemności spotkać ich na drodze. A ty lubisz ich ? - potok słów wypływał z jej ust. Tak bardzo korciło mnie, żeby powiedzieć, że to właśnie z samym Tomlinsonem rozmawiałam, ale coś jednak kazało mi to zatrzymać dla siebie.
- Tak, też ich lubię. Pozytywnie pokręceni. I mam nadzieję, że nie przyleciałam tu na darmo ! Chce ich spotkać ! Spotkamy ich kiedyś zobaczysz. - posłałam jej szeroki uśmiech.
- Ale by było super ! - zaczęła znowu śmiesznie podskakiwać. Jakby ją coś parzyło. Ona ma chyba ADHD, ale już ją lubię. Fajnie byłoby mieć kogoś znajomego tutaj. Czemu mówię tutaj ? Bo właśnie stewardessa kazała zapiąć pasy, ponieważ lądujemy. Szybko minął lot i dość miło. Porozmawiałam z Louim, poznałam Soph. Coś czuję, że to będzie dobry czas, ale teraz za bardzo nie powinnam liczyć na swoją intuicję. Zabrałam wszystko to co miałam koło siebie i razem z czarnowłosą (Sophie) udałyśmy się ku wyjściu. Jej, prawdopodobnie, mama czekała już tam. Ta wcisnęła mi jeszcze karteczkę ze swoim numerem i z wielkim uśmiechem pomachała na pożegnanie. Ciocia chwyciła mnie za rękę i zaczęła wypytywać jak się czuję. Drzwi samolotu się otworzyły i ludzie zaczęli wychodzić po podobnych schodkach jak w Warszawie. Pokonałam ostatni schód i zatrzymałam się. Stanęłam na Londyńskiej ziemi !
- Witaj Londynie - powiedziałam pod nosem, rozejrzałam się dookoła i zaciągnęłam powietrzem, które było zupełnie inne niż nasze.




______________________________________________________________________________
Postanowiłam, że będę nadawała teraz tytułu rozdziałom :) Lepiej potem znaleźć jakieś szczególiki podczas pisania. Dziękuję, pozdrawiam i mam nadzieję, że się podoba :)

brak komentarzy = brak rozdziału  ~  komentarz = kolejny rozdział.
( naprawdę napisanie czegoś to niewiele dla Ciebie, a dla mnie dużo znaczy )







niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 27 ''Białe ściany''

...leżałam w zupełnie nie znanym mi miejscu. Białe ściany. Na jednej z nich wisiał mały telewizorek, a pod nim kilka kartek. Nie wiem co na nich pisało. Wszystko praktycznie było zamazane. Ból głowy nie pozwolił mi na dalsze zwiedzanie pomieszczenia. Przetarłam oczy z nadzieją, że chociaż trochę złagodzę ból. Coś dziwnego zwisało z mojej ręki. Jakiś kabelek ? Przebiegam wzrokiem wzdłuż niego i zobaczyłam dziwny woreczek nad moją głową. Czułam też coś zimnego na klatce piersiowej. Kolejne kabelki ? Tym razem te podłączone były do urządzenia, które non stop pikało. Kurde, proszę zamknij się ! Czułam się jakby zaraz miała mi głowa eksplodować. Co jest do cholery. Podniosłam się lekko by móc lepiej ocenić sytuacje. Zakręciło mi się w głowie i ledwo utrzymałam się w pozycji siedzącej. Urządzenie zaczęło intensywniej pikać. Zaraz mi głowę rozsadzi ! Niech to ktoś wyłączy. Masowałam chwilę skronie, ciągle wierząc w to, że przestanie boleć. Po chwili na reszcie ból trochę ustał. Rozglądałam się mrużąc oczy. Mam coś dziwnego przyczepionego do ręki. Obok mnie półka z dużą ilością lekarstw. Dziwne pikające urządzenie. Woreczek z wodą nad łóżkiem. Dziwne łóżko. Ubrana w podomkę. Powoli zaczęło mi się wszystko przejaśniać. Śmierdzi szpitalem. O cholera ! Bo to jest szpital ! Co ja tu robię ? Dla czego ? Co się stało ? Zaczęłam panikować. Do sali wbiegła pielęgniarka z ciocią.
- Spokojnie Kornelia, połóż się ! - podbiegła do mnie i szybko pomogła mi wykonać swoje polecenie.
Po kilku sekundach miałam już wbitą igłę w przedramię. Co do... Ał ! To boli. Szarpnęłam się lekko ale pani w śmiesznej czapeczce na głowie skutecznie unieruchomiła mnie dociskając moją rękę do łóżka.
- Spokojnie kochanie. To tylko zastrzyk. Już wszystko w porządku. - ciocia delikatnie gładziła mnie po głowie i trzymała za drugą rękę. Nie rozumiem co się dzieje. Zacisnęłam oczy i starałam się przetrzymać ból wywołany tą pieprzoną igłą. Jakoś po minucie poczułam ulgę. Głęboko odetchnęłam i stwierdziłam, że czas dowiedzieć się co ja tu robię.
- Co się stało ? Dla czego jestem w szpitalu ? - ciocia nic nie odpowiedziała, przyglądała mi się z wielką ulgą jakby. Kątem oka zerkała na pielęgniarka, która pozbywała się elektrod, o ile tak się to nazywa, z mojej klatki piersiowej.
- Dowiem się w końcu ? - już powoli zaczęłam się niecierpliwić. Ciocia się wyprostowała i odprowadziła wzrokiem wychodzącą pielęgniarkę.
- Musisz teraz odpoczywać. Miałaś wstrząśnienie mózgu... Dość poważne. I... - nie dokończyła. W jej oczach pojawiły się łzy. Nie rozumiem, ale jak to ? Nie pamiętam żebym uderzyła się kiedykolwiek w głowę.
- I co ? Pamiętam tylko tyle, że rozmawiałam z Louisem. Potem Harry powiedział coś... - załamał mi się trochę głos, przez przypomnienie sobie jego słów - czego nie chciałam usłyszeć. Co się stało dalej ? Opowiedz mi. Ja nic nie pamiętam. - naciskałam. Dla czego ona nic nie mówi i dla czego płacze ? Mocniej uścisnęła moją dłoń.
- Byłaś w śpiączce. Prawie miesiąc. Tak się bałam ! Ale obudziłaś się, nareszcie. Boże jak się cieszę. - mówiła przez zły, zły szczęścia ? Moment, śpiączka ? Miesiąc ? Jak to możliwe. Przeleciały mnie ciarki. Ja już mogłam się nie obudzić ?! I nigdy już nie zobaczyć się z Harrym ? Z rodzicami ?
- Ja to miesiąc ?! Przecież, miałyśmy wyjechać do Londynu. Cholera ciociu jak to się stało ? Co ja zrobiłam ? - zaczęłam panikować. Ciocia usiadła na krawędzi łóżka, otarła zły i zaczęła opowiadać:
- Rozmawiałaś z nimi tak ? Harry cię skrzywdził, prawdopodobnie zemdlałaś i uderzałaś głową w kant szafki. Znalazłam cię całą w krwi. Nie reagowałaś na nic - znowu zaczęła płakać.
- Nie skrzywdził mnie, to raczej ja jego. Dobrze ciociu już jest okej. Nie płacz. - podniosłam się i przytuliłam ją.
- Przepraszam. Kornelia tak bardzo przepraszam - mówiła. Przeprasza ? Za co ?
- Za co mnie przepraszasz ? - zapytałam, bo na prawdę nie wiedziałam za co.
- Że nie było mnie przy tobie. - Przecież i tak by nic nie zdziałała. Chociaż może nie doszło by do tego, że wylądowałam na szafce.
- Nie obwiniaj się przez to. Nie wiedziałaś przecież co się ze mną może stać. Nie płacz proszę. Już jest dobrze. - próbowałam ją uspokoić i chyba mi się po części udało. Oderwała się ode mnie przetarła mój policzek po którym spływały pojedyncze zły. Nawet nie zorientowałam się kiedy zaczęły uciekać z moich oczu.
- Połóż się teraz. Prześpij się, musisz odpoczywać. - powiedziała z troską i lekko położyła mnie na niewygodnym materacu.
- Spałam przecież cały miesiąc. - lekko się zaśmiałam i ona też, ale szybko zrzedły nam miny. Nie było to zbyt śmieszne.
- A co z wyjazdem ? O mój boże, przecież są już wakacje. Prawie połowa ! - zapytałam po chwili ciszy. Nie mogłam spać, a ciocia dalej siedziała przy łóżku. Czytała jakąś książkę.
- Jeżeli będzie dobrze to za tydzień wyjedziemy. Musisz poleżeć tu jeszcze na obserwacji. Nie przejmuj się. Twój mózg doznał dość sporych obrażeń, nie możesz teraz zbyt bardzo go przemęczać i za nim będzie mógł w pełni funkcjonować upłynie sporo czasu. Na razie masz wakacje przedłużone o trzy miesiące. - uśmiechnęła się i odłożyła książkę na bok.
- Jak to ? A co ze szkołą ? - niby się cieszę, ale ciężko będzie mi się potem przestawi. W końcu nowa szkoła. Nowi ludzie. Właśnie gdzie ja w ogóle idę do szkoły ?
- Ciociu, a tak właściwie to gdzie ja będę chodzić do szkoły jak już to wszystko minie ? - zapytałam.
- Mówiłaś kiedyś, że chciałabyś coś związanego z językami. Humanistka z Ciebie prawda ? Znalazłam polską szkołę. W Westminster. Od naszego mieszkania pieszo jest jakieś 20 minut. Pomyślałam, że może być idealna więc złożyłam papiery do niej. Powiadomiłam o obecnej sytuacji i o tym, że jak wybierzesz kierunek to dam znać. - oznajmiła. Zszokowałam się co prawda, ale przynajmniej wiedziałam gdzie dokładnie się wybieramy. Westminster, z tego co kojarzę znajduje się tam większość atrakcji londyńskich. Może być całkiem fajnie, ale nie o tym teraz.
- Ciociu, ale wiedziałaś, że mogę się nie obudzić ? Mimo to wszystko załatwiałaś. - zapytałam skruszonym głosem. Popatrzyła się na mnie i lekko uśmiechnęła. Jej oczy znów się zeszkliły.
- Tak, ale jakoś nie mogłam przyjąć tej wiadomości. Po prostu czułam, że będzie dobrze. I jest. - ucałowała mnie w rękę mocno ją ściskając. Poczułam ulgę. Czułam, jakby wszystko było mi zupełnie obojętne. Jakbym nie miała żadnych problemów. Uśmiechnęłam się do siebie i zamknęłam oczy. Zasnęłam.

Tydzień mijał strasznie powoli. Dni się dłużyły, a mnie po prostu roznosiło już na tym niewygodnym, wyleżanym, szpitalnym łóżku. Ciocia spędzała ze mną praktycznie całe dnie. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. Grałyśmy w jakieś planszowe gry dla dzieci. Po południu na dwie/trzy godziny przychodziła też moja kochana paczka przyjaciół. Dużo się śmiałam, ale pielęgniarki non stop upominały mnie żebym się oszczędzała. Odczuwałam od czasu do czasu bóle głowy, ale podobno to normalne i z czasem już zaczęłam się do nich przyzwyczajać. Poza plotkami jakie przynosiła Majka i reszta nie miałam kontaktu ze światem. Z resztą za bardzo mi to nie przeszkadzało, nawet mnie nie interesowało co dzieje się w internecie czy gdziekolwiek. Żyłam własnym życiem.

Nadeszła sobota. Dzień w którym mam pożegnać się ze wszystkim co dotychczas mogłam nazwać domem i tym co do tej pory udało mi się tutaj osiągnąć. Nie wyobrażam sobie zostawienia Majki (teraz z nią miałam najlepszy kontakt) i całej reszty. Nie wiem jak ja bez nich przeżyje, ale jakoś muszę. I muszę też jak najszybciej wyjaśnić sprawę z Harrym. Nie żebym o nim zapomniała czy coś, po prostu dostawałam i dalej dostaje tak silne proszki, że one kontrolują mój umysł, emocje i nie przejmuję się teraz wszystkim aż do rozpaczy. Wręcz śmieję się z tego. Jedyny czas, kiedy mogłabym poużalać się nad sobą to noc, ale biorę kolejne tabletki, dzięki którym śpię jak niemowlę. Wracając do Hazzy, nie mam bladego pojęcia co zrobić, co mu powiedzieć, jak przeprosić, skutecznie tym razem. Louis ?! Przecież on się może martwić ! Nie odezwałam się do niego od czasu tej beznadziejnej rozmowy. Muszę jak najszybciej z nim pogadać, ale nie mam telefonu. No tak... Zapomniałam jak skończył swoją egzystencję. Poproszę potem ciocię. Jak już wylądujemy. Tak, to jest dobry pomysł. Z przemyśleń wyrwały mnie krzyki, które były coraz bliżej, aż w końcu stado śmiejących się dzieciaków (moich przyjaciół) wparowało do mojej sali. Rzucili się na mnie z jakimiś paczkami. Byłam już ubrana jak do wyjścia, na reszcie w swoje ciuchy ! Usiadłam na łóżku i tuliłam się z każdym po kolei.
- Kornelia, wrócisz do nas szybko prawda ?! - mówi Jeremiasz. Za mim posypały się odpowiedzi, nie koniecznie z moich ust.
- No wiadome ! Chyba, że Londyn jej odbije do głowy i nie będzie już się chciała z nami zadawać, w końcu to miasto gwiazd ! - śmiali się jeden po drugim. Wręczyli mi małe prezenciki. Nie otwierałam ich, wolałam zostawić sobie je na podróż w samolocie. Jejku jak ja ich kocham !
- Dziękuję ! Nie musieliście, naprawdę. Kochani, jesteście najlepsi ! - mówiłam z wielkim uśmiechem na twarzy. Wiem, że gdyby nie tabletki płakałabym jak dziewczyny w tym momencie. Jeszcze raz wszyscy się razem uścisnęliśmy tworząc wielką kulę. Do sali weszła pielęgniarka i powiedziała, że czas się pożegnać bo musze iść na ostatnie badania.
- Kocham was ! Tak cholernie będę tęsknić ! - pojedynczej łzie udało się uciec. Widocznie było to tak silne uczucie, że nic nie było w stanie go przezwyciężyć. Kolejne mocne uściski i zaczęli wychodzić z sali. Najdłużej żegnałam się z Majką.
- Pamiętaj my też cię kochamy. I wiesz, jak tylko ogarniesz się ze Stylesem daj znać. Powodzenia wam życzę i w ogóle pozdrów Zayna i powiedz mu, że jest najlepszy ! Albo nie lepiej mu nie mów. Aaaa Jejku szczęściara z Ciebie, że ich poznałaś NO ! Z resztą jak tylko wylądujesz napisz. W ogóle cały czas pisz ! Pisz jak tam jest zajebiście ! Pa kochana. Do zobaczenia. - głosiła monolog i płakała w moje ramię. Jako jedyna wiedziała chyba najwięcej o sytuacji z Harrym. Dała mi buziaka w policzek i poszła za resztą. Już za mini tęsknie. Wzdychłam głęboko i udałam się za pielęgniarką do gabinetu lekarza który już czekał na mnie z całą aparaturą. Ostatni zastrzyk. Tabletki rozpisane, mogę wychodzić ! Na reszcie. Wyszłam z gabinetu, ciocia czekała już na mnie. Podziękowałam pielęgniarce, pożegnałam się, a ciocia dała jej jeszcze dwie kawy. Wzięłam swoją torbę w której były lekarstwa i prezenty i udałyśmy się do samochodu cioci. Jak dobrze wyjść na świeże powietrze ! No, prawie świeże, jesteśmy w końcu w centrum Warszawy.
- Wszystko spakowane. Mam nadzieję, że niczego nie zapomniałam. Zapinaj pasy. - Powiedziała z szerokim uśmiechem i ruszyłyśmy na lotnisko...



____________________________________________________________________________
No i jest 29 :) jakoś nie mogłam się zebrać, żeby go napisać, ale w końcu się udało.
Dziękuję za komentarze, nieliczne bo nieliczne ale i tak dziękuję :)
ponad 900 wejść, za które też dziękuję, chociaż pewnie większość wejść polegała na rzuceniu okiem i do widzenia. ale to nic ! Mam nadzieję, ze się podoba. Przepraszam z góry za błędy jeżeli jakieś się pojawią, sprawdzałam kilkukrotnie ale zawsze może coś umknąć. Pozdrawiam :*
brak komentarzy = brak rozdziału  ~  komentarz = kolejny rozdział.
( naprawdę napisanie czegoś to niewiele dla Ciebie )

piątek, 28 marca 2014

Rozdział 26 ''Po prostu się opił...''

Eleanor.
- Cześć słodziutka. Mogłabyś zostawić mojego chłopaka w spokoju i poszukać własnego ? Mama nie uczyła cię, że nie ładnie tak przywłaszczać sobie czyjąś własność ?! - Mówiła dość spokojnie, ale nawet dziecko wyczułoby tą złość, pretensje i pewność siebie w jej głosie. Ale czekaj, wróć, czy ona posądza mnie o to, że chce jej odebrać Louisa ?
- Um, poczekaj chwileczkę. To nie tak ! Ja po... - Chciałam jakoś wyprowadzić ją z błędu ale mi nie pozwoliła na to i ciągła dalej swoje groźby:
- Odczep się od niego ! Nie dzwoń, nie pisz ! Po prostu daj spokój, nie wygrasz ze mną. Nie wiem skąd się znacie i szczerze powiedziawszy nie interesuje mnie to. Zrozumiałaś dziewczynko ? Daj mu spokój ! - Wiedziałam, że długo nie wytrzyma i prędzej czy później podniesie głos.
- Okej - powiedziałam krótko obojętnym głosem. Muszę ją jakoś uspokoić zanim się rozłączy i jeszcze nie daj Boże zrobi awanturę Louisowi.
- Okej ? Tyle masz do powiedzenia ?! - zdezorientowała się trochę. Nie powiem ja też byłabym zaskoczona gdybym była na jej miejscu.
- Teraz ty mnie posłuchaj. Tylko proszę nie rozłączaj się. Wysłuchałam cię. Teraz ty to zrób i posłuchaj co mam ci do powiedzenia. - starałam się mówić jak najszybciej i pewnie.
- Nie będziesz mówiła mi co mam robić ! - krzyczała coś jeszcze ale mój angielski nie jest jeszcze idealny więc połowy nie mogłam zrozumieć. Jak ja mam jej to wytłumaczyć ?
- Louis mi pomaga ! Nic dla mnie nie znaczy w taki sposób. Po prostu jest dobrym kumplem ! - tym razem to ja krzyknęłam. Uciszyła się. Chwile nic nie mówiła, słyszałam jak szybko oddycha, musi być nieźle zdenerwowana.
- Jak to pomaga ? W czym ? Z resztą nie ważne, nie obchodzi mnie to. Zostaw go w spokoju ! - dalej lamentowała. Wdech, wydech, wdech i :
- POMAGA MI POGODZIĆ SIĘ Z HARRYM ! - przerwałam jej po prostu ją przekrzykując.
- Oł... Ale, jak to ? Poczekaj. Ty jesteś tą tajemniczą dziewczyną poznaną na koncercie w Berlinie, przez którą Styles miewa takie kiepskie humorki ? - Jej ton trochę złagodniał. Mam nadzieję, że już nie będzie mi prawiła żadnych kazań. 'Styles miewa takie kiepskie humorki'. Przeze mnie ? Jeszcze okropniej się czuje, ale to znaczy, że jednak nie jestem mu do końca obojętna. 
- Nie wiem co o mnie mówił. Co o mnie wiesz, ale na prawdę nie masz się o co martwić. Nie zamierzam odbijać ci Louisa. - Nie chcę spowiadać się jej z tego co zaszło między mną a Hazzą. Zaniemówiłyśmy obydwie. Nie wiem co mówić, niech ona coś powie !
- Nic o tobie nie mówił konkretnego, w sumie to mi nic nie powiedział... Jedyne co udało mi się wyciągnąć od Louisa to to, że JAKAŚ... dziewczyna go zraniła. Hm, gdybym tylko go bardziej lubiła to powinnam cię teraz opieprzyć za to co mu zrobiłaś, chociaż nie wiem co, a nie za to, że wydzwaniasz do mojego chłopaka - mówiła spokojnie. Na koniec nawet się zaśmiała lekko. Cóż za zmiana. Po wstępie nie spodziewałabym się, że potrafi być miła. Nawet mogę śmiało stwierdzić, że ma strasznie miły głos.
- Dużo dziewczyn go już zlało w tym jego lokatym życiu, ale w takim stanie go jeszcze nie wiedziałam. O co poszło ? - Mówiła jak gdyby nigdy nic. Jakbyśmy były starymi kumpelami.
- Właściwie o głupotę. Internet... - nie dokończyłam, a ona zaczęła mówić.
- Internet to szajstwo. Nic w nim nie jest prawdziwego. Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłam, ale jeżeli chodzi o Toma to strasznie jestem zazdrosna. Wiesz jak to jest - zaśmiałyśmy się obie. Jaka milutka. Szczerze już ją lubię.
- Nie, to ja przepraszam. Głupio wyszło z tymi ciągłymi telefonami, masz rację. Hm... Zazdrość. Chyba o to właśnie poszło między nami, ale ja nawet nie mogę powiedzieć, że było jakieś 'NAMI' - głos mi zadrżał. Musiała to wyczuć.
- Ej, nie załamuj się. Głowa do góry. Pogodzicie się. Tym bardziej, że macie pasiaka MOJEGO (śmiech) u boku. - Mówiła to szczerze i chyba nawet się uśmiechała.
- Dziękuję za miłe słowa. Dobrze, że już sobie wyjaśniłyśmy tą dziwną sprawę. Nie chciałabym żyć z tobą w niezgodzie, bo prawdopodobnie kiedyś spotkamy się na podwójnej randce. - Skoro już na siebie nie wrzeszczymy to warto jeszcze bardziej rozluźnić atmosferę.
- Znając Larrego to pewnie tak. - Zaśmiała się. Nie mogłam skojarzyć o jakiego Larrego chodzi, ale gdy przypomniałam sobie jak Filip się z nich kiedyś śmiał od razu załapałam, ze chodzi o połączenie Louisa i Harrego. Zaczęłam się śmiać z nią. Dobrze mi się z nią rozmawia. Nawet miałam chęć wyżalenia się jej. Dziwne, na ogół nie lubię się wypłakiwać komuś na ramię, tym bardziej nieznajomemu.
- Dobra, pewnie wolałabyś gadać teraz z Louim. Przepraszam w ogóle, że najpierw nawrzeszczałam na ciebie, a teraz próbuję wyciągnąć z ciebie to co nawet nie mogę wyciągnąć ze swojego chłopaka. Miło było cię poznać i mam nadzieję, że to nie ostatnia nasza rozmowa i oczywiście, że następna będzie zupełnie milsza. Trzymam za was kciuki. Przyda mu się dziewczyna, która trochę sprowadzi go na ziemię. - Jej głos łagodził każdy ból w moim ciele. Na prawdę ją lubię !
- Również było mi miło poznać tą cudowną, idealną i wspaniałą Eleanor do której tak wzdycha pan Tomlinson. Pasujecie do siebie, naprawdę ! - postanowiłam, że też jej trochę przysłodzę.
- Naprawdę ? Tak mnie nazwał ? Kochany ! - przeraża mnie jej słodki głosik, ale wolę ten niż ten wcześniejszy, którym próbowała mnie zabić.
- Okey, przekażę Tomowi jak wróci, że dzwoniłaś. Tylko wiesz, rączki przy lokatym, to że już jestem miła nie znaczy, że pozwolę ci się dobierać do mojej marcheweczki - obie buchnęłyśmy śmiechem.
- Trudne będzie trzymanie rączek tylko przy Hazzie, bo wiesz, w końcu są ze sobą powiązani ! - dalej się śmiałyśmy.
- Dzięki, że mu przekażesz. I jeszcze raz miło było z tobą pogadać. Nie krzycząc oczywiście. - Nie chciałam kończyć tej rozmowy ale chyba kończy mi się fundusz na koncie.
- Do następnego i powodzenia. Trzymaj się. Papa - pożegnała się i dobrze zgadywałam, mój telefon zapikał i przerwał połączenie. Rozmawiałyśmy prawie pół godziny. Jakoś czuję się lepiej, ale nie do końca dalej mam ochotę zaszyć się gdzieś w kącie i z niego nie wychodzić. - Wszystko okej ? Słyszałam jak krzyczałaś. - do pokoju weszła ciocia.
- Nie powiem, że jest dobrze, ale zawsze mogłoby być gorzej prawda ? Albo w sumie to i nie. A te krzyki, mała kłótnia przedmałżeńska, a tak serio to dziewczyna Louisa odebrała i troszkę dziwnie wyszło, ale wszystko sobie wyjaśniłyśmy i powiem ci, że nawet ją polubiłam - wymusiłam uśmiech. Nie chciałam, żeby teraz przysiadała się do mnie ale przecież jej nie wygonię. Usiadła koło mnie i po jej minie mogłam wywnioskować, że poleci kolejna uwaga. Nie musiałam długo czekać:
- Kornelia słoneczko. Proszę cię nie ładuj się w cały ten ich świat. Po co ci to ? Nie chcesz mieć prywatnego życia ? W ogóle nie chcesz mieć życia ? Zdajesz sobie sprawę co by było gdyby wam się ułożyło. Jeszcze raz cię proszę uważaj. A ta dziewczyna Lll... wiesz kogo, też jest pewnie sławna. Oni muszą trzymać się z ludźmi ze swojego otoczenia na tym samym poziomie. Tobie ciężko byłoby się odnaleźć. Kornelio... - co ona mówi ? Nie, nie możliwe. Miałam u niej wsparcie, a ta mi teraz mówi że po prostu nie jestem zbyt dobra dla niego ? Bo nie gonią za mną media ?
- Ja chce mieć życie, teraz go nie mam. Chce go przeżyć z nim. U jego boku ! Jeżeli już to wszystko się zaczęło chcę to ciągnąć, lub po prostu skończyć, ale muszę usłyszeć to od niego. Chcę usłyszeć, że nie chce mieć ze mną do czynienia ! W tedy odpuszczę, ale teraz muszę naprawić to co zepsułam. I jeżeli dalej masz ciągnąć te swoje życiowe dygresje to lepiej stąd wyjdź. - Pokazałam jej ręką drzwi. Wstrzymywałam całą złość, nie chciałam przy niej wybuchnąć. Szczęka zaczęła mi lekko drżeć. Proszę niech ona stąd jak najszybciej wyjdzie ! Patrzyła się chwilę na mnie ze zdziwioną miną. Po chwili wstała i wyszła rzucając krótkie:
- Ale pamiętaj, ze cię ostrzegałam. - Rzuciłam się z całej siły na łóżko. Łzy które już długo domagały się o uwolnienie w tym momencie zrobiły to bez żadnych przeszkód, wydostały się na wolność. Ciocia ma racje, nie pasuję do niego. Jestem nikim w porównaniu do Eleanor, do nich wszystkich. I z takim przekonaniem zasnęłam.
- Niee ! Zaczekaj ! - krzyknęłam jednocześnie siadając na łóżku. Cała się trzęsłam. Nie wiedziałam gdzie jestem, co robię. Śniła mi się babcia. To ona zawsze doradzała mi co mam zrobić, zwierzałam jej się z każdego problemu, z każdej drobnostki przynoszącej mi radość. Była moim lekarstwem na wszystko. Rozumiała mnie lepiej niż ja sama siebie mogłam zrozumieć. Gdy odeszła myślałam, że kolejną osobą na którą będę mogła zawsze polegać będzie ciocia, ale jak widać myliłam się. Nie wsparła mnie w mojej decyzji. Zostawiła ze stwierdzeniem, że jestem dla niego nikim. Gdy zasypiałam byłam skłonna przyznać jej racje, ale teraz gdy w śnie odwiedziła mnie babcia i kazała się nie poddawać, dążyć do szczęścia, wiem, że tak właśnie zrobię. Nie odpuszczę puki nie usłyszę, że jestem dla Harrego kimś ważnym albo że po porostu jestem nikim i w tedy przyznam cioci rację, zupełnie obrzydzając się do życia, które jest tak bardzo niesprawiedliwe. Na polu jest jeszcze ciemno. Słyszę tylko przesuwające się wskazówki zegara. Minuta za minutą. Siedzę na łóżku i nasuwa mi się pytanie: Gdzie są moi rodzice ? Powinni być teraz przy mnie. Z resztą nie ważne. Nawet jakby byli to i tak pewnie nic by nie zmienili. Są okropni, a zarazem dobrzy. Wiem, że to co robią, robią po to żeby mi było lepiej, ale brakuje mi ich. Z przemyśleń wyrywa mnie dzwoniący telefon. Nie był to mój sygnał więc nie wzruszyłam się bardzo, ale szybko uświadomiłam sobie, że miałam teraz telefon cioci bo mój leży nadal w kawałeczkach na podłodze. Sięgnęłam po niego. Dzwonił Louis. Nareszcie !
- Hi Korny (Korni) - krótko się odezwał. Czekałam na to aż zacznie tłumaczyć Harrego, ale nie zanosiło się na to.
- Hi Lou. Możesz mi wyjaśnić co to było ? - odpowiedziałam trochę zdenerwowana.
- Ale co miało być ? Nie rozumiem - udawał, że nic nie wie. Tak bardzo dojrzale.
- Możesz nie udawać. Dobrze wiesz o co chodzi - nie denerwowało nie raczej to, że udaje głupiego, tylko to, że wciąż nie wiedziałam co miał mi do powiedzenia jego przyjaciel i szczerze bałam się tego.
- Oj przestań. Po prostu się opił... Znowu... - mówił spokojnie ale czułam, że coś jest nie tak.
- Znowu ? Opił ? On był totalnie zalany ! Co to była w ogóle za dziewczyna ? Możesz mi powiedzieć co się dzieje ?! - krzyczałam, a łzy same płynęły mi z oczu.
- Nie krzycz, nic się nie dzieje. Wszystko jest okey. Gadałem z nim wczoraj, dość POWAŻNIE. - poważnie ? Chyba się nie pobili ?
- Ale co on mi chciał powiedzieć ? Ty to dobrze wiesz ! Powiedz mi ! - naciskałam dalej.
- Ej malutka, ty chyba nie płaczesz ? - zapytał słodkim, zatroskanym głosikiem.
- Louis co on mi chciał powiedzieć ?! - krzyknęłam, jeszcze bardziej zanosząc się płaczem.
- Nie płacz ! Nie jest tego wart. To znaczy... - czy on właśnie to powiedział ? Nie jest wart moich łez ?
- To nie tak, eh... to znaczy nie płacz ! Proszę cię. - ciągnął dalej to swoje 'nie płacz'.
- Odpowiesz mi w końcu ?! Co chciał mi powiedzieć ? - czy tak ciężko jest powiedzieć prawdę ? A może jest tak straszna, że nie chce mi jej powiedzieć...
- Musicie ze sobą porozmawiać. Dasz radę jechać do tych Niemiec ? Ja bym go tam jakoś zaciągnął i wszystko na spokojne by się wyjaśniło. Mu serio na tobie zależało... zależy - szybko się poprawił.
- Jutro wyjeżdżam do Londynu. Zamieszkamy tam z ciocią. - zaczęłam spokojniej mówić, ale on jak zwykle nie dał mi długo nacieszyć się głosem:
- Na prawdę ? Będziesz mieszkać w Londynie ? Jak to ?! Ale fajnie ! I w jakiej części zamieszkacie ?- dla czego tak uciekał od tego durnego tematu ?
- Możesz nie zmieniać tematu ? Cholera, Louis, on ma mnie już gdzieś tak ? - Nie odzywał się chwilę.
- To nie tak, że ma cię gdzieś. Gdyby miał to na pewno nie zachowywał by się tak jak teraz. Po prostu denerwuje go to, że inni nie znając go oceniają po tym co robi, że jest KIMŚ, że jest sławny ! Jak dowiedział się, że pomyślałaś, BYŁAŚ PEWNA, że bawi się dziewczynami, bo może, strasznie się załamał. Wiesz, nawet chciał kończyć ze śpiewaniem. Potem jak wtłukliśmy mu do głowy, że nie może przestać śpiewać i że nawet jakby skończył z tym to i tak byłby rozpoznawalny, dalej by się to za nim ciągnęło, stwierdził, że skoro już jest postrzegany za kogoś takiego to czemu miałby nie korzystać ?! Wierz mi nie chcesz wiedzieć co robi.- W końcu ! Dziękuję na reszcie wydusił coś konkretnego ! Przyczyniłam się do tego, że Harry innymi słowy się stoczył. Zakuło mnie coś w sercu. Jak ja się potwornie czuje ! Ja chcę się z nim zobaczyć ! Teraz, zaraz !
- Mogłem ci tego nie mówić... żyjesz ? Korny ? - nie wiedziałam co powiedzieć. Nie mogłam znaleźć właściwych słów.
- Przeze mnie ?! - zakryłam sobie usta ręką by znów nie rozpoznał, że płacze.
- Nie do końca, ale nie da się ukryć, że w jakimś stopniu przez ciebie. Teraz nie płacz bo to nic nie da, a i nie dzwoń do niego, nie ma teraz telefonu, chyba się domyślasz co mogło się z nim stać ? - zaśmiał się. Jak to możliwe, że jest w nim tyle optymizmu ? Miał już coś mówić ale ktoś chyba wszedł do (jego) pokoju :
- Ejj co robisz ? Gdzie reszta ? - był to Harry. Louis nic się nie odzywał.
- Z kim rozmawiasz ? Ela dopiero co wyszła ? Czyżbyś miał jakąś na boku czy tak bardzo się kochacie, że wytrzymać bez siebie chwili nie możecie ? - wyraźnie z niego zadrwił. Słyszałam go jeszcze wyraźniej więc prawdopodobnie usiadł koło Louisa.
- Nie, nie mam żadnej na boku i myślę, że teraz to ty powinieneś rozmawiać z tą osobą, a nie ja - odezwał się w końcu do towarzysza i chyba podawał mu telefon. Siedziałam cicho.
- Co ? Z kim ? (chwila ciszy) Oł... przekaż, że nie mam jej nic do powiedzenia, a nie sory mam. Więc przekaż jeszcze: niech się WALI, a teraz idę się najebać - trzasnął drzwiami, prawdopodobnie wyszedł się 'najebać'. Ale co on powiedział ? Mam się walić ?! Wiedziałam, że to chciał mi wczoraj powiedzieć ale chyba trochę łagodniej. Telefon wypadł mi z ręki, sparaliżowało mi całe ciało. Nawet łzy już nie płynęły z moich popuchniętych oczów. Czułam się źle i myślałam, że już gorzej być nie może, ale widocznie może i właśnie jest. Co ja zrobiłam, że muszę tak cierpieć ? Telefon leżał obok mnie, słyszałam tylko jak Louis mówił:
- ej ej ej, nie, błagam cię nie bierz tego do siebie, on w cale tak nie myśli ! Pewnie już nic nie powiesz... Po prostu olej to, nie było tego ok ? Mała ! Proszę cię odezwij się... Jest debilem, że to powiedział. Przepraszam... Moja wina, mogłem nie mówić mu, że z tobą rozmawiam... Korny, błagam cię odezwij się ! - Nie umiałam nic powiedzieć. Nawet nie myślałam. Nie wiem co działo się potem, odleciałam, a gdy się obudziłam...




___________________________________________________________________
dumdumdumdum, był komentarz (oj tam że tylko jeden) jest rozdział. staram się pisać sensownie, ale nie wiem czy mi wychodzi. czytasz = pozostaw po sobie jakiś ślad, naprowadź mnie na błędy, lub pochwal, cokolwiek.
czyli zaczynamy z : komentarz = rozdział ;)

poniedziałek, 24 marca 2014

Rozdział 25 ''Nie, to ty posłuchaj''

... do Londynu. - przygryzła wargę i zmrużyła oczy, tak jakby bała się mojej reakcji. Chwileczka, co proszę ? Gdzie wyjeżdża, a raczej wyjeżdżamy ? Nie, to jakieś żarty. Byłam w szoku. Z rozdziabionymi ustami patrzyłam się na nią dość długą chwilę, aż w końcu postanowiłam przerwać tą dziwną ciszę i dowiedzieć się szczegółów:
- Słucham ? Jak to wyjeżdżamy ? Kiedy ? Jak ? Nie wierze ! A co na to rodzice ? - zasypałam ciocię pytaniami. Błądziła chwilę oczami po podłodze, po czym wlepiła je we mnie.
- Za trzy dni... - przerwałam jej krótkim 'co', ale zignorowała to i mówiła dalej.
- Twoi rodzice nie wiedzą nic o mojej nowej pracy. Zarobię więcej niż teraz i te pieniądze pójdą na twoje konto. Umówiłyśmy się z twoją mamą, że dołożę teraz trochę do spłaty rachunków, żeby nas stąd nie wywalili. (wymuszony śmiech) Nie wiedzą, że wyjeżdżamy, niech tak zostanie na razie. Proszę Kornelia, damy radę na prawdę, będzie dobrze. - Nie mogłam uwierzyć w to co mówiła. Rzuciła się na mnie i mocno tuliła. Czemu wszystko dzieję się tak szybko ? Dla czego wszystko odwraca się tak gwałtownie o 360 stopni ? Tu miałam na razie zamieszkać z nią, a teraz wyjeżdżamy do Londynu. Czy ja nie mogę żyć spokojnie ?
- Jak to nie wiedzą ? Ciociu ale ... to podlega pod uprowadzenie. Jestem jeszcze niepełnoletnia, a mam rodziców którzy muszą wyrazić zgodę na przeprowadzkę. W ogóle, za trzy dni ? Jak to możliwe, ze tak szybko wszystko jest załatwione ? - dalej nie mogła uwierzyć. Nie wiedziałam nawet co mówić.
- Wylot, mieszkanie, wszystko załatwił mój nowy szef. O pozwolenie się nie martw. To już też jest załatwione. Po prostu zaufaj mi. Damy radę. Głowa do góry. - Chwyciła mnie za podbródek i uniosła lekko moją głowę, tak żebym popatrzyła jej w oczy. Nie mam siły na jakąkolwiek kłótnie, tym bardziej z nią, to pewne, że nie wygrałabym. Nie mam też siły na dalsze dochodzenie w tej sprawie. Głęboko wzdychnęłam i pokiwałam twierdząco głową. W sumie fajnie. Ni stąd, ni zowąd oblała mnie fala ciepła i szczęścia. Odsunęłam się od cioci i krzyknęłam:
- Jedziemy do Londynu !! - zaczęłyśmy się śmiać. Na prawdę śmieć, nie było w nim ani trochę sztuczności. Koniec z zadręczaniem się i przejmowaniem wszystkim dookoła. Tak, troszkę optymizmu nie zaszkodzi.
- Idziemy jutro na jakieś zakupy ? Kupimy coś fajnego. W końcu trzeba jakoś wyglądać, jedziemy do wielkiego miejsca gdzie pełno gwiazd, sławy i fleszy ! A teraz choć zjemy coś na kolację. - pociągnęła mnie za sobą wstając z kanapy. Gwiazd, sławy, fleszy. Zakręciło mi się w głowie od tych słów. Harry ! Nie, nie mogę popsuć teraz cioci humoru. O mój Boże ! Harry, jak mogłam zapomnieć. Przecież oni za niedługo mają przerwę. Prawdopodobnie będą w Londynie ! Ale przecież Londyn jest wielki, nie jest powiedziane, że się spotkamy. Co ja wymyślam ?! Przecież chce się z nim zobaczyć. Chcę go przeprosić ! Tak idealnie, przeproszę go oko w oko, wytłumaczę jakoś moje głupie zachowanie. Na pewno ucieszy się gdy mnie zobaczy, chyba że to co mówił Louis było nie prawdą. Z mojego codziennego, kilkuminutowego transu wyrwał mnie głos cioci:
- Z czym chcesz tosty ? - Nawet nie wiem kiedy usiadłam przy stole.
- Z tym co ty. Wiesz przecież, że lubimy jeść praktycznie to samo - starałam się by mój głos nie drżał, nawet lekko się uśmiechnęłam. Ciocia zaczęła kroić pomidora, stwierdziłam, że jej pomogę, chociaż tyle mogę zrobić. Powygłupiałyśmy się trochę. Nasze kanapki miały dziwne kształty. Każda miała inny wyraz 'twarzy'. Zapieczone z serem były jeszcze zabawniejsze. Śmiałyśmy się w najlepsze. Świadomość o tym, że będę miała możliwość normalnie porozmawiać z tym lokatym stworzonkiem, na którym mi tak cholernie zaczęło zależeć, poprawiła mi znowu humor. Jadłyśmy żartując, śmiejąc się i wymyślając różne historie, które przytrafią nam się w Anglii. Wybiła godzina 22:30. Pora spać. Jestem wykończona, nawet nie wiem po czym. Ostatnio bardziej męczę się psychicznie niż fizycznie. Posprzątałyśmy po sobie:
- To dobranoc maleńka. Wyśpij się, a rano idziemy na wielkie zakupy ! - krzyknęłyśmy obie głośno i pomachałam jej udając się na piętro do łazienki. Szybki prysznic i do łóżka. Napisałam smsa do Majki że chce się z nimi po jutrze spotkać. Odpisała po prostu, że się cieszy i da znać reszcie. Tak bardzo zatraciłam się w wyjeździe rodziców i kłótni z Harrym, że zapomniałam o nich, o tych moich przyjaciołach, o reszcie całego życiu. Postanowiłam dać spokój mojemu mózgowi i nie dopuszczałam do siebie żadnych myśli. Po prostu zasnęłam.

Godzina ? Coś koło 4 nad ranem. Kto do cholery. Sięgam po mój przeraźliwie wyjący telefon. Czy ktoś sobie jakieś żarty stroi ? Przecieram oczy i ledwo dostrzegam kto się tak dobija. Harry ! O mój Boże ! Zerwałam się na równe nogi:
- Halo ? - chyba trochę zmylił go polski akcent, szybko się poprawiłam:
- Hi ! - dalej cisza. Co jest grane ? Słyszę jakiś cichy chichot, dziewczyny. Już miałam się rozłączyć kiedy usłyszałam głos Harrego uciszający towarzystwo, które obawiam się, że składało się z jednej panienki.
- Hi Olson ! Musimy pogadać ( oczywiście mówił po angielsku) - jego głos był strasznie dziwny, nie wspominając już o plątającym się języku. Czy on jest pijany ? I powiedział do mnie po nazwisku ?
- Czy ty jesteś pijany ? Harry posłuchaj... - bezczelnie przerwał uciszając mnie.
- Nie, to ty posłuchaj. Okej ? Nie no i tak nie masz wyjścia. Skup się. Już ? Skupiłaś się ? - zaczął bełkotać. Tak, bez dwóch zdań jest pijany i to bardzo. Zamurowało mnie gdy usłyszałam w tle jak jego towarzyszka go pośpiesza. Co się dzieje ? Co mi chce powiedzieć ? Chyba wiem, nie chce tego słyszeć nie wytrzymam. Byłam zbyt bardzo sparaliżowana na zrobienie czegokolwiek, nawet nie potrafiłam się rozłączyć. Serce waliło mi jakbym przebiegła 100 km.
- Więc tak. Słuchaj uważnie. Od teraz do... ZAWSZE ! I już nigdy prze nigdy... - ciągle przerywała mu dziewczyna, a on najwyraźniej chociaż trochę starał się być poważny i non stop ją olewał. Śmiała się, cały czas się śmiała. Fajnie się bawią. Na prawdę.
- Dowiem się w końcu co masz mi do powiedzenia. Czy po prostu mam się rozłączyć i poczekać aż wytrzeźwiejesz ? - wybuchłam. W końcu puściło mi gardło.
- Kurwa, Jess przestań na chwile ! - Jess, może Jessica ? Tak się nazywa jego nowa zabawka. Miło mi poznać. Chociaż nie, wolałam nie znać jej imienia.
- Posłuchaj... - zaczął znowu, ale teraz to ja mu przerwałam:
- Słucham już wystarczająco długo. Jeżeli w tym momencie nie powiesz o co chodzi rozłączam się ! - powiedziałam stanowczo.
- Bo ja chciałem ci powiedzieć, że popełniłem błąd nawiązz... - przerwał mu prawdopodobnie Louis, który z hukiem rzucił się na niego:
- Harry co ty do cholery odwalasz ? A tobie dziewczynko już podziękujemy, tam są drzwi ! - wrzeszczał na niego i skutecznie wygnał tą dziewczynę ponieważ słyszałam trzask drzwi. Co się tam dzieje ?
- Odpierdol się ! Idź do tej swojej Eleanor i jej pilnuj ! Jess zaczekaj ! - krzyczał Styles. Czy oni się biją ? Usłyszałam tylko szum i jego telefon prawdopodobnie wylądował na ziemi. Co się dzieje ?! Co chciał mi powiedzieć. Nawiąz... Co to miało znaczyć. Jaki błąd ? Nerwowo wykręciłam numer do Louisa. Nie odbierał. Potem do Harrego, poczta. I co teraz ? Moje ciało zaczęło drżeć. Nie kontrolowałam tego. Cała dosłownie płonęłam. Czy ktoś może mi powiedzieć CO SIĘ DZIEJE ?! Krzyczałam w głowie. Co to była za dziewczyna. Co ona z nim robiła ? Łzy napłynęły mi do oczu. Pusta ściana wydawała się być ciekawsza niż do tej pory. Nie chciałabym teraz siebie widzieć. Popuchnięte, wielkie, puste oczy, ciało trzęsące się jak na mrozie. Ciągle trzymałam telefon przed sobą, z nadzieją, że zaraz ktoś oddzwoni i wszystko wytłumaczy. Zbyt długo było cicho. Zamachnęłam się i rzuciłam telefonem o ścianę. Współczuję mu, to on zawsze obrywa najbardziej. Do pokoju wtargnęła ciocia. Prawdopodobnie stała już chwilę przy drzwiach, ponieważ nie słyszałam wcześniej żadnych kroków. Skoczyła prosto na moje łózko i mocno przytuliła. Nic nie mówiła. Ja też. I całkiem mi to pasuje. Lekko położyłyśmy się. Uspokoiłam się trochę. Już nie chciało mi się wrzeszczeć i płakać. Jeszcze mocniej się w nią wtuliłam i po dość długim czasie zasnęłam.

Gdy się budzę okropnie bolą mnie oczy. Dosłownie czuję jak muszą wyglądać. Dwa pomidory, wielkie, czerwone. Obracam się na bok. Cioci już nie ma. Wygramoliłam się spod kołdry. Zmierzam w stronę łazienki, aż nagle czuję ból w stopie. Odskakuję na bok i widzę krew na dywanie i roztrzaskany telefon. Tego upadku chyba już nie przeżył. Zwijam się z bólu, automatycznie chwytam się za stopę i wyciągam kawałek plastiku z mojej stopy. Łapię pierwszą lepszą koszulkę z fotela i przewiązuję przez ranę. Kuśtykam do łazienki by ją odkazić.
- Kornelia, wstałaś ? - woła ciocia idąc po schodach. Nie byłam pewna co zrobić. Zanim cokolwiek powiedziałam usłyszałam pisk.
- Boże ! Kornelia gdzie jesteś ? - spanikowana zaczęła biegać po pokoju.
- Tutaj ciociu w łazience. Nic mi nie jest. Spokojnie. - W okamgnieniu wpadła do pomieszczenia.
- Dziecko drogie co się stało, tam jest pełno krwi ! - wyrwała mi z ręki ręcznik i delikatnie oczyszczała moją dość sporą ranę.
- Po prostu nie patrzyłam pod nogi. - Przelała kilka razy ranę wodą utlenioną i zabandażowała. Tak cholernie szczypało, ale wolę już ten ból od tego, który doznawałam od jakichś paru dni.
- Obawiam się, że musi to oglądnąć lekarz. Przebierz się, jedziemy do ośrodka. - ignorowała moje sprzeciwy i zapewnienia, że to nic wielkiego, pomogła mi wstać i podała ubrania. Po 10 minutach byłam gotowa. Zapakowałyśmy się do auta i pojechałyśmy do pana Janusza (lekarza). Po trzech godzinach byłyśmy już w domu. Super, przez tydzień nie mogę za bardzo chodzić. Trzy szwy, jednak nie było to tylko draśnięcie. Ciocia zaraz usadowiła mnie na sofie w salonie. Koc, woda, kanapki, pilot, gazety i prawdopodobnie zniosła by mi tutaj cały pokój.
- Ciociu to tylko trzy szwy. Nie umieram. Dam sobie radę. Naprawdę. - Ciągle ją uspokajałam, ale na marne biegała po co chwilę donosząc mi jakieś rzeczy. Miałam dość.
- Jeżeli w tym momencie nie usiądziesz spokojnie, tutaj obok mnie wstanę i zacznę zanosić wszystkie te rzeczy tam skąd je przyniosłaś ! - powiedziałam stanowczo wskazując na miejsce obok mnie. Ciocia szybko odłożyłam dzbanek z herbatą i usiadła obok mnie.
- Przepraszam... Po prostu nie mogę już patrzeć na to jak cierpisz. Nie dość, że przejmujesz się wyjazdem rodziców i problemami finansowymi, ledwo co nie straciłaś domu, to jeszcze dochodzi Harry. Teraz ta noga. Masz dopiero 17 lat, a już masz uraz do życia. - Patrzyła na mnie szklącymi się oczami. Pierwszy raz widzę ją w takim stanie.
- Ułoży się. Rodzice wrócą za rok ? Prawda ? Pogodzimy się. Chociaż nie mamy jak, bo przecież nawet nie jesteśmy pokłóceni. Rozumiem to, wyjechali o chcą dla mnie jak najlepiej. A co do Harrego, myślę, że też się ułoży. Albo po prostu moja przygoda z nim się skończy albo dopiero zacznie. Noga ? Noga zaraz się zagoi. - Wymusiłam uśmiech. Przyciągnęłam ją do siebie i tym razem to ja ją tuliłam.
Nie poszłyśmy na zakupy, trudno. Innym razem. Siedziałyśmy przed telewizorem do 21. Zaczęłam być śpiąca. Tak wcześnie ? Nieprawdopodobne. Jakoś wykuśtykałam na górę, nie miałam siły się myć, położyłam się do łóżka w tym co miałam na sobie, czyli mega luźna koszulka i dresy. Dalej gryzła mnie sprawa z telefonem od totalnie zalanego Harrego. O rany, a co jeśli próbowali się ze mną skontaktować ? Mój telefon jest w kawałkach ! Skoczyłam z łóżka zapominając o nodze. Syknęłam tylko z bólu, ale zaraz przestało boleć, czyli szwy dalej trzymają.
- Cioociuu ! Pożyczysz mi na chwilę swój telefon ? - zawołałam gdy usłyszała, ze idzie korytarzem. Weszła i podała mi go z pytającą miną. Chyba wiedziała co chcę zrobić. Znalazłam kartę na ziemi i włożyłam ją do jej telefonu. Zgadłam, Louis próbował się ze mną skontaktować, osiem razy, a dwa razy Liam. Liam ? Skąd ja w ogóle mam jego numer ? Ale to akurat nie ważne w tym momencie.
- Zadzwonisz do niego ? - niepewnie zapytała ciocia stojąca nade mną.
- Nie wiem. To znaczy chyba zadzwonię do Louisa. - Bałam się co mogę usłyszeć. Przerwał mu rano, musiał dobrze wiedzieć co powie.
- Zostawisz mnie ? - spojrzałam na nią, niepewnie wybierając numer Toma. Serce biło mi tak samo jak rano. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci, czwarty, piąty. Miałam już się rozłączać gdy usłyszałam czyjś glos. Nie był to głoś Louisa, a tym bardziej żadnego z chłopaków. To ...



______________________________________________________________________
Jeżeli tu ktoś w ogóle zagląda to przepraszam, ale brak weny i czasu spowodował, że długo nic nie było. Teraz postaram się nadrobić. Mam nadzieję, ze uda mi się pisać co najmniej 3 rozdziały na tydzień. Fajnie by było jakbyście komentowali troszkę. może być nawet jakaś minka w komentarzu, a już będę wiedziała, że mam dla kogo się starać, że komuś podobają się te moje wypociny. Krytyką też nie pogardzę. Cóż więcej będę nudzić. pozdrawiam :*
jesteś tu=głos, lub komentarz. dla ciebie to moment, na prawdę, a mi pojawi się uśmiech na twarzy i motywacja do dalszego pisania :)
+ komentarz=następny rozdział :)

piątek, 28 lutego 2014

Rozdział 24 ''Hej mała''

... obiad ! - wołała ciocia z dołu. Co już obiad ? Zerwałam się z łóżka by zobaczyć która jest godzina. 12:30 ! Jak ja długo spałam ! Szybko porwałam jakieś pierwsze lepsze ubrania z szafki i pobiegłam do łazienki. Szybki prysznic, włosy w koka, zęby wyszczotkowane, okej gotowa. Powoli zeszłam na dół przywitałam się z gośćmi:
- Dzień dobry.
- Ooo, wstała śpiąca królewna - zażartował kuzyn. Poczochrałam go po włosach i poszłam pomóc cioci w znoszeniu talerzy i dań.
- Hej. Przepraszam, że tak długo spałam. Wykończył mnie wczorajszy dzień - krótko się odezwałam.
- Nie szkodzi, rozumiem. Z Kim rozmawiałaś w nocy ? To był Harry ? - zapytała przyjmując już normalny wyraz twarzy. Wcześniej wyglądała jakby zaraz miała mnie połknąć w całości.
- Chciałabym, żeby to był on... Rozmawiałam z Louisem... Tym w paski - przybliżyłam, gdy zobaczyłam jej pytającą minę.
- Dziewczyno ! Najpierw jeden gwiazdor, teraz drugi. Ale masz szczęście. Ile ich tam jest ? Pięciu ? Może mnie zapoznasz z którymś ? - zaśmiała się. Mi jakoś nie było do śmiechu. Przestała się śmiać gdy zobaczyła moją minę.
- Nie, to nie tak ciociu. Po prostu pomyślałam, że może on mi jakoś pomoże z Harrym, w końcu są przyjaciółmi. A poza tym on ma dziewczynę ! - wymusiłam krótki uśmiech.
- Skarbie, uważaj. Proszę cię, nie chce żebyś cierpiała, jeszcze jesteś taka młodziutka, nie popełnij tego błędu co ja. - Podeszła do mnie i mocno przytuliła.
- Dziękuję za wszystko, że nie zostawiłaś mnie jak mama. Chodźmy bo zaraz nam z głodu tam umrą. - Zabrałyśmy tacki i poszłyśmy do salonu. Mówiłam już to pewnie dużo razy, ale na prawdę gdyby jej nie było chyba wylądowałabym w psychiatryku na oddziale zamkniętym. Rozłożyłyśmy wszystko i chwilę potem wszyscy spożywaliśmy posiłek. Ciocia z wujkiem (nie, nie jej mężem) non stop o czymś dyskutowali, od czasu do czasu wtrącał się tez Sebek to ich konwersacji. Ja jakoś nie miałam ochoty na rozmowę z kimkolwiek. Podśmiewywałam się sztucznie od czasu do czasu, żeby nie psuć reszcie humorów moją chwilową odrazą do życia. Wszystko okej, gdyby nie to że po jakimś czasie jednak wujcio zauważył, że coś jest nie tak:
- Korek, a czemu tak siedzisz cichutko ? Nic się nie odzywasz. Jak tam ten cały Herry ? - Tego pytania właśnie bałam się najbardziej. Popatrzyłam błagająco na ciocie. RATUJ ! Jednak nie mówiła nic. Zapewne bała się cokolwiek powiedzieć. Trudno, musze sobie jakoś poradzić
- Po prostu miałam wczoraj ciężki dzień. Oczywiście nie z powodu waszego przyjazdu (śmiech) Nie wyspałam się. Harry. Taak, no w sumie nic ciekawego. Imprezuje teraz gdzieś pewnie lub ma jakiś wywiad. Nie wiem. To taka krótka bajeczka. Było minęło. A ciocia, dla czego nie przyjechała z wami ? - nawciskałam kitu i próbowałam jakoś zmienić temat.
- Korek, właśnie przed momentem tata to wyjaśniał - zaśmiał się Sebek, a ja trochę się speszyłam i doszło do mnie, że przecież ich w ogóle nie słuchałam.
- Eh te gwiazdy. Chyba się nie przejmujesz ? - rzucił z rozbawieniem wujek.
- Nie no co ty wujku - kłamiąc zażartowałam machając przy tym ręką. Oczywiście że się przejmowałam. I to tak strasznie, ale przecież nie powiem im tego. Nie chcę żeby wiedzieli. Ciocia tym razem zareagowała na moje sygnały z prośbą o zmianę tematu. O czymś znowu zaczęli rozmawiać, a ja pogrążyłam się w swoich myślach. Ciekawe co zdziałał Lou. Czy już z nim rozmawiał. Z transu wyrwał mnie mój dzwoniący telefon. Szybko wstałam i wybiegłam na taras. To Louis.
- Hej mała. Gadałem z nim właśnie. Wybacz, ale długa droga przed nami, ale damy rade. Nie pozwolę żebyście prze taką durnotę stracili siebie nawzajem - zaczął nie przerywając. Usiadłam na zimnych schodach. Dobrze że były zimne, trochę ochłodziły moje rozpalone od stresu ciało.
- Lou ale co się stało. Co powiedział ? I chyba nie powiedziałeś mu, że do Ciebie dzwoniłam - zapytałam roztrzęsiona. Wygląda na to, że Harry dalej jest na mnie zły i raczej jeszcze długo będzie.
- Spokojnie. Znaczy nooo... tak wyszło, że domyślił się o co chodzi, a potem to ja już nie mogłem go okłamać i ... i przepraszam ! - mówił wolno słowo po słowie sylabując co drugie. Co takiego ? Eh, no trudno. Teraz mam pewność, że jednak są sobie bardzo bliscy sobie.
- Louis ja cię zatłukę. Ale już trudno. Po prostu pomóż ! Ja już nie wiem co mam robić. - czułam, że zaraz nie wytrzymam i się rozpłaczę.
- Będzie dobrze. Porozmawiam z nim jeszcze. Zrobię co w mojej mocy. Jestem jego przyjacielem, ale nie dam radę zmienić... - i przerwał mu jakiś głos.
- Tomo, co robisz ? O heej Elkaa ! Louis pomóż mi się ubrać ! - To nie był jakiś tam głos. To był głos Harrego. Nie odzywałam się.
- To pa Elka. Zadzwonię jak coś załatwię. - zrozumiałam, że tym razem nie chciał mnie wydać.
- Dziękuję jeszcze raz. Pa - odpowiedziałam. Zanim się rozłączył dopowiedział jeszcze po cichu:
- Trzymaj się mała. - Z początku przeszkadzało mi to, ze mówi do mnie mała, ale teraz już jakoś nie mam nic przeciwko temu. Schowałam telefon do kieszeni i udałam się z powrotem do domu.
- No nareszcie skończyłaś. Choć idziemy na miasto. - podał mi kurtkę kuzyn. Nie miałam ochoty ale musiałam. Przecież nie zepsuje im wyjazdu. Zabrałam ją od niego, ubrałam bytu i wyszliśmy wszyscy w czwórkę. Zwiedziliśmy chyba dosłownie każdy zakątek rynku. Nie powiem nawet było całkiem fajnie. Do domu wróciliśmy koło 20. W sumie to tak zleciały mi kolejna dwa dni. Tyle, że nie dzwonił żaden z chłopaków.
Został tylko jeden dzień do wyjazdy Niemców. Trochę było mi szkoda, że już wracają do siebie. Dzięki Sebkowi udawało mi się chociaż na chwile nie myśleć o Hazzie. Postanowiliśmy, że w ostatni dzień ich pobytu u nas nie wyjdziemy ani na chwilę z domu. Cały czas będziemy grać na PS, oboje to uwielbialiśmy i temu tak świetnie nam się razem grało. Plany nawet nam wychodziły. Graliśmy już cztery godziny z przerwami na jedzenie. Dużo się śmialiśmy. Po sześciu godzinach wujek oznajmił, że muszą już jechać, ponieważ podobno nie ma jeszcze wielkich korków przed granicą. Pożegnaliśmy się, ale potem i tak wyszło, że staliśmy jeszcze z pół godziny przy ich samochodzie.
- To jak widzimy się za kilka tygodni co nie ? - zagadywał kuzyn. Zapomniałam na śmierć. Przecież ja miałam do nich jechać i... spotkać się z Harrym. Co ja mam mu teraz powiedzieć ?!
- Właśnie nie wiem. Wiesz rodzice. Trochę się pokomplikowało i chyba będę czekać na nich tutaj - skłamałam. Oszukałam siebie i Sebka. Strasznie było mi głupio.
- Coo ?! Jak to ? Przyjedź ! Z kim ja będę całymi dniami grać na PSie ? - zrobił minę smutnego pieska. Nie odpowiedziałam. Poczochrałam go, a ten zaraz zaczął się śmiać i wsiadł do samochodu. Wyściskałam się jeszcze z wujkiem, który potem wsiadł do swojego srebrnego audi. Odpalił silnik i odjechali machając na pożegnanie. Tak strasznie szybko zleciały te kilka dni. Patrzyłam jeszcze chwilę na ulicę. Nie wiem co mnie w niej tak zaciekawiło. Może po prostu pustka ?
- Kornelia choć, musimy porozmawiać - objęła mnie ciocia i poprowadziła do ogrodu. Kolejna poważna rozmowa. Doskonale wiedziałam o co chodzi. Mam już dość. Usiadłyśmy na huśtawce.
- Posłuchaj. Dostałam ofertę pracy. Teraz to ja się tobą opiekuję i jestem za ciebie odpowiedzialna. Pomogę zarobić pieniądze na dom, a ty przy okazji odpoczniesz - mówiła trzymając mnie za ręce i lekko się uśmiechając. Nie wiedziałam o co chodzi. Co ? Ona też wyjedzie ? Jedyna myśl która nasunęła mi się w tym momencie na myśl.
- Możesz sprecyzować ? O co chodzi ? - zapytałam zniecierpliwiona.
- Wyjeżdżamy do ...

czwartek, 20 lutego 2014

Rozdział 23 ''Pomóż mi to jakoś odkręcić''

... poprosić Louisa o pomoc, w końcu są chyba najbardziej zżyci z całej piątki. Długo nie czekałam na realizację. Nie przejmowałam się tym, że jest już grubo po 23. Chłopaki na pewno są teraz na jakiejś imprezie. Wzięłam telefon z półki i wyszukałam numer do Toma. Zawahałam się przez moment ponieważ totalnie nie wiedziałam jak zacząć. Chwile jeszcze popatrzyłam przez okno na ciemną uliczkę. Dwie osoby, które wcześniej podsunęły mi pomysł znów to zrobiły. Siedzieli na ławce, jeden pokazał drugiemu coś w telefonie, przypuszczam że była to jakaś wiadomość. Ten drugi przeczytał to co tam było i ze współczuciem popatrzył się na chłopaka, który ukrywał twarz w dłoniach. Poklepał go po ramieniu. Wyraźnie było widać, że próbuje go pocieszyć. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Cieszę się widząc takie sytuacje, które świadczą o tym, że na tej ziemi chodzą jeszcze ludzie, którzy troszczą się nie tylko o samego siebie lecz także pomagają, a przynajmniej starają się pomóc innemu człowiekowi, że istnieją prawdziwe przyjaźnie. Mój wzrok z powrotem skupił się na wyświetlaczu telefonu. Bez zastanowienia palce same zaczęły przyciskać odpowiednie literki. ''Hej Lou. Mam do Ciebie taką wielką prośbę. Być może już wiesz. Pokłóciłam się z Harrym. Moja wina, oskarżyłam go o coś czego nie zrobił. Jest mi strasznie głupio. Przepraszałam tyle razy, ale na nic. Wiem że nie powinnam od razu wyjeżdżać na niego. Mogłam spokojnie pogadać, ale tak nie zrobiłam i strasznie żałuję. Pomóż mi to jakoś odkręcić. Nie chcę żeby w jakiś sposób przez to cierpiał. Może do tej pory nic nie mówiłam, ale zależy mi na nim. Pomóż ! x'' Sprawdziłam czy nie zrobiłam jakiegoś błędu w pisowni (wiadomość była napisana po angielsku) i z lekkim zawahaniem przycisnęłam zieloną słuchawkę. Wiadomość dostarczona. Louis to była chyba moja ostatnia deska ratunku. Jeżeli on nic nie zdziała to będzie na prawdę źle. Odłożyłam telefon, każda minuta czekania na odpowiedź sprawiała, że coraz bardziej się denerwowałam. Po trzydziestu minutach zrezygnowana położyłam się do łóżka. Trudno, nie odpisał dziś, a właściwie to już wczoraj (była godzina 00:20), odpisze dzisiaj, kiedyś musi chyba że on też jest na mnie zły. Na siłę zamykałam oczy. Zmuszałam się do snu. Próbowałam wyłączyć umysł, nie myśleć. Już prawie usypiałam kiedy zaczął pikać mi telefon. Nie był to sygnał smsa, ktoś po prostu dzwonił. Zerwałam się szybko. Jedyne co przyszło mi na myśl to to, że Louisowi udało się udobruchać Harrego. Jednak nie, to nie był Hazza, a Loui.
- No hej mała. Co jest ? - odezwał się pierwszy trochę chwiejnym głosem. W tle było słychać dość głośną muzykę.
- Hej. Odczytałeś smsa prawda ? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Odchrząknął i chyba doprowadził się do powagi:
- Tak. Harry napomknął coś że zmieniły mu się plany na wakacje, ale nic więcej nie mówił. Po prostu chodził trochę zły, a teraz to nieźle odreagowuje. Powiesz mi dokładnie o co poszło ? - muzyka ucichła. Usłyszałam tylko zamykane drzwi.
- Była afera, o zdjęcie zrobione na gali. Harry był na nim z ... - nie dokończyłam. Louis zrobił to za mnie:
- Kendall, taak. Wiesz, powiem ci że Harry może jest wielkim podrywaczem, ale jeżeli już znajdzie dziewczynę, której szukał, nie dopuści żadnej innej do siebie, może będzie rzucał jakimś swoimi tekścikami w stronę innych, ale one i tak nie będą miały dla niego najmniejszego znaczenia, a i uwierz mi, zakochany jest w tobie po uszy. Pogadam z nim jak tylko będzie w stanie kontaktować i dam znać. Kończę, Trzymaj się Korny - wygłosił swoje przemówienie i chwile czekał aż odpowiem. Byłam tak zamyślona przez to co powiedział, że chwile na tą odpowiedź musiał poczekać:
- Nie chciałam żeby tak wyszło. Przestraszyłam się, posłuchałam niewłaściwej osoby. Dziękuję ci bardzo. Nie wiem co bym zrobiła gdyby nie ty... (chwila ciszy) Czekaj, kontaktować ? On jest pijany ? - doszła do mnie teraz ta informacja. Tak wiem zdarza mi się czasami mieć opóźniony zapłon. Czyli jednak wypełnił swoje plany.
- Tak, haha i to nieźle, właśnie zastanawiałem się czemu tyle pije, na ogół zachowuje umiar. Eh, i mam odpowiedź.  Ale nie przejmuj się nim teraz. Na pewno się pogodzicie. Nie potrafi się też długo gniewać. - Tak, to mnie pocieszył. Ochlał się z mojego powodu. Jeszcze bardziej jest mi źle.
- Pilnuj go Loui. Dzięki jeszcze raz. Dobra wracaj do reszty. Miłej zabawy - pożegnałam się.
- Dam znać. Kibicuję wam strasznie, musi się udać. Cześć - i rozłączył się. Wiedziałam, że mogę na niego liczyć. Teraz zostało mi tylko czekać. Kilka razy głęboko oddychnęłam i z powrotem położyłam się do łóżka. Po tej rozmowie powiem szczerze, że trochę mi ulżyło jednak dalej czułam się winna. Szybko odpłynęłam w magiczną krainę snów.

- Kornelia ! Wstawaj już dziesiąta ! Zaraz...

niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział 22 ''Oczy momentalnie się ożywiły''

...mamę. Oczy momentalnie się ożywiły. Co ona tu robi ? Czyżby ciocia do niej zadzwoniła ? Prosiłam przecież żeby nikomu nie mówiła. Nie chcę o tym mówić, a tym bardziej z nią.
- Mama, cześć. Co ty tu robisz ? Podobno na rok wyjechaliście. Gdzie tata ? - wstałam z łóżka i stanęłam na przeciwko niej. Miała dziwną minę. Jakby czekała tylko na opieprz, tak jak dziecko stoi przed rodzicami z niewinną miną. W końcu się odezwała:
- Przyleciałam sama po kilka rzeczy - przygryzła wargę i chyba miała jeszcze coś innego do powiedzenia. Minęła dość spora chwila w końcu postanowiłam ją zakończyć.
- Chodzi o coś jeszcze, tak ? Dowiem się w końcu ? - Zmieszała się. Co jest grane ?
- Prędzej czy później musisz się dowiedzieć. Podjęliśmy taką pochopną decyzję, ponieważ, jakby ci to powiedzieć... Przerosło nas wszystko. Wydatki zaczęły być coraz większe. Komornik zajął dom. Żeby go spłacić potrzebowaliśmy ogromnej kwoty. Jakoś musieliśmy ją zdobyć abyś nie musiał plątać się po małych mieszkankach. - Podeszła bliżej mnie i chwyciła za ręce.
- Dla czego nic nie powiedzieliście ? Dla czego nie dzwoniliście. Tak trudno jest zadzwonić ? - oburzyła się trochę. Nigdy nic nie wspominali że brakuje nam pieniędzy. W dodatku wyjechali, od tak po prostu. Nie odezwali się słowem. Wyglądała, jakby coś jeszcze chciała powiedzieć.
- I coś jeszcze ? - zapytałam z pytajnikiem na twarzy.
- Mamy dwa tygodnie na opuszczenie domu... Ciocia zaoferowała, że weźmie cię do siebie i... - Wyrwałam się z jej uścisku. Co to ma znaczyć ? Mam się wynieść ? Do cioci na drugi koniec kraju ? Usiadłam na łóżku. Najpierw Harry teraz zostałam wyrzucona z własnego domu. Jakieś fatum ?!
- Nie przejmuj się wszystko będzie dobrze. Spłacimy długi. Znowu będziemy tu mieszkać, obiecuję. Potrzeba tylko czasu. Przepraszam, nie powiedzieliśmy ci dla twojego dobra. Nie chcieliśmy cię tym obarczać. - Usiadła obok mnie i próbowała przytulić. Odskoczyłam. Patrzyłam pusto w ziemię z założonymi rękami. Ciocia stała przy drzwiach i przyglądała się temu całemu przedstawieniu. Nie wiedziałam co robić, co mówić. Totalnie mnie zatkało. W pokoju panowała totalna cisza, którą po dość długiej chwili przerwał mój telefon. Nie miałam najmniejszej ochoty go odbierać. Popatrzyłam się tylko w jego kierunku, nie dostrzegłam kto się dobijał. Ciocia podeszła i wzięła go do ręki.
- Kornelia Harry dzwoni, jesteś pewna że nie chcesz odebrać ? - wyciągnęła przed siebie rękę z telefonem. Na reszcie ! Porwałam szybko telefon i wybiegłam z pokoju.
- Harry, przepraszam. Przepraszam, że cię posądziłam o takie coś. strasznie mi głupio. ! - zaczęłam.
- Sądzisz, że mógłbym być taką świnią ?! Dziękuję ci. Myślałem, że jesteś inna. Że choć trochę wyobrażasz sobie być kolesiem, który nie może ufać nikomu. Tyle fałszywych przyjaciół, którzy są z tobą tylko dla tego że jesteś sławny. Powiedziałem ci to czego nikomu innemu bym nie powiedział. Mimo wszystko zaufałem, a ty tak przy pierwszej lepszej okazji zrobiłaś ze mnie dupka bez uczuć. I jeszcze jedno, zanim kogoś o coś posądzisz dokładnie dowiedz się faktów z jak najprawdziwszych źródeł. W tym wywiadzie zostało wszystko wytłumaczone. Plotki, zdjęcie, wszystko. Mogłaś chociaż oglądnąć do końca. A teraz wybacz, ale muszę kończyć idziemy z chłopakami do klubu. Być może teraz się na serio pobawię. Cześć - był wściekły. Pod koniec jego ton był zupełnie obojętny. Kręciło mi się w głowie. Serce biło jak szalone. Do oczów napłynęły łzy. Co się dzieje ? Zsunęłam się po ścianie na podłogę.
- Harry ! nie ! czekaj. Przepraszam. Nie chciałam żeby tak wyszło. Harry... - nie zdążyłam. Rozłączył się. Co ja narobiłam ? Nie miałam siły już płakać. Skuliłam się w koncie na korytarzu i zakryłam twarz dłoniami.
- Córciu co się stało ? - usłyszałam głos mamy nad sobą. Co ją to tak teraz obchodzi ?
- Właśnie wyszłam na totalną idiotkę - gwałtownie wstałam i pobiegłam do łazienki zamykając za sobą drzwi. Wskoczyłam do pustej wanny i kolejny raz przybrałam pozycję kulki. Starałam się wyłączyć wszystkie emocje. Nie myśleć uspokoić się i w tedy wymyśleć jak wszystko wyprostować. Słabo mi szło. Miałam ochotę krzyczeć, rzucać wszystkim co będę miała pod rękę. Ciocia z mamą jakiś czas dobijały się do środka, ale nie miałam najmniejszego zamiaru im otwierać.
- Jest okej, po prostu chce pobyć sama - powiedziałam spokojnie.
- Otwórz te drzwi, co się stało ? Kornelia, natychmiast otwieraj te drzwi - krzyczała mama.
- Możesz sobie siedzieć, ale otwórz drzwi proszę - przerwała jej ciocia prośbą i odeszły. Zmusiłam się do wstanie i otworzenia ich. Potem wróciłam do wcześniejszej pozycji. Cały czas myślałam co zrobić żeby przeprosić Harrego. Tysiąc myśli na minutę, żadna konkretna. Moje oczy i umysł nie wytrzymywały. Wszystko się wyciszyło, uspokoiło jak usnęłam.
- Kornelia, obudź się, co się stało ? - mówiła do mnie kilka razy ciocia. Otworzyłam oczy. Gdzie ja jestem ? W wannie ? Ah, tak zapomniałam, jeżeli mam doła zawsze tu siedzę, a wczoraj właśnie posypało mi się życie.
- Nic się nie stało, znaczy stało się. Pokomplikowałam sobie życie, ot co. Ale dam rade. Która jest godzina ? - zapytałam cokolwiek, byle by nie ciągnąć tematu. Wygramoliłam się z wanny. Wyprostowałam się i przeciągnęłam. Jak mnie wszystko bolało. Nie jest to dobre miejsce na sen.
- Koło 10:00. Jeżeli nie chcesz nie musimy o tym rozmawiać. Na pewno dasz sobie radę ? - troskliwie wypytywała ciocia.
- Tak, na pewno. Gdzie mama ? - przypomniałam sobie, że oprócz wczorajszej kłótni z Hazzą, nawiedziła mnie też mama.
- Wyjechała. Zabrała to co miała i ... - mówiła z zakłopotaniem.
- Nie, nic już nie chce wiedzieć. Zaraz przyjadą niemcy, trzeba im pokój przyszykować. Aaa, zapomniałam, mogę ich tu przyjąć czy już muszę się pakować i wynosić ? - rzuciłam z lekkim poirytowaniem w głosie. Znowu wyjechała bez słowa, tak bardzo smutne.
- Ej, rozwiąże się ten problem. Nie miała wyjścia. Rodzice chcą dla ciebie jak najlepiej. Pokoje już przyszykowane, ale choć pomożesz mi przy objedzie i zjeść coś musisz, wczoraj kolacji nie jadłaś, a jeść musisz i śniadania już ci nie popuszczę. Próbowałam udawać że mi wszystko jedno. Dusza non stop płakała, ciało jednak zachowywało się normalnie. Sztuczny uśmiech i udawanie że nic się nie stało. Tak aż do wieczora. Wujek z Sebkiem przyjechali jakoś o 13:00. Siedzieliśmy w domu. Byli zmęczeni podróżą. Sebek wypytywał o Harrego, ale unikałam tego tematu krótkimi odpowiedziami. Kuzyn dobrze odbierał te bodźce i nie naciskał. Wieczorem gdy wszyscy poszli już spać w ciszy siedziałam w oknie i piłam gorącą czekoladę. Znowu próbowałam wymyślić coś sensownego. Kiedy zobaczyłam dwójkę przyjaciół idących ulicą wpadłam na pomysł żeby...