... obiad ! - wołała ciocia z dołu. Co już obiad ? Zerwałam się z łóżka by zobaczyć która jest godzina. 12:30 ! Jak ja długo spałam ! Szybko porwałam jakieś pierwsze lepsze ubrania z szafki i pobiegłam do łazienki. Szybki prysznic, włosy w koka, zęby wyszczotkowane, okej gotowa. Powoli zeszłam na dół przywitałam się z gośćmi:
- Dzień dobry.
- Ooo, wstała śpiąca królewna - zażartował kuzyn. Poczochrałam go po włosach i poszłam pomóc cioci w znoszeniu talerzy i dań.
- Hej. Przepraszam, że tak długo spałam. Wykończył mnie wczorajszy dzień - krótko się odezwałam.
- Nie szkodzi, rozumiem. Z Kim rozmawiałaś w nocy ? To był Harry ? - zapytała przyjmując już normalny wyraz twarzy. Wcześniej wyglądała jakby zaraz miała mnie połknąć w całości.
- Chciałabym, żeby to był on... Rozmawiałam z Louisem... Tym w paski - przybliżyłam, gdy zobaczyłam jej pytającą minę.
- Dziewczyno ! Najpierw jeden gwiazdor, teraz drugi. Ale masz szczęście. Ile ich tam jest ? Pięciu ? Może mnie zapoznasz z którymś ? - zaśmiała się. Mi jakoś nie było do śmiechu. Przestała się śmiać gdy zobaczyła moją minę.
- Nie, to nie tak ciociu. Po prostu pomyślałam, że może on mi jakoś pomoże z Harrym, w końcu są przyjaciółmi. A poza tym on ma dziewczynę ! - wymusiłam krótki uśmiech.
- Skarbie, uważaj. Proszę cię, nie chce żebyś cierpiała, jeszcze jesteś taka młodziutka, nie popełnij tego błędu co ja. - Podeszła do mnie i mocno przytuliła.
- Dziękuję za wszystko, że nie zostawiłaś mnie jak mama. Chodźmy bo zaraz nam z głodu tam umrą. - Zabrałyśmy tacki i poszłyśmy do salonu. Mówiłam już to pewnie dużo razy, ale na prawdę gdyby jej nie było chyba wylądowałabym w psychiatryku na oddziale zamkniętym. Rozłożyłyśmy wszystko i chwilę potem wszyscy spożywaliśmy posiłek. Ciocia z wujkiem (nie, nie jej mężem) non stop o czymś dyskutowali, od czasu do czasu wtrącał się tez Sebek to ich konwersacji. Ja jakoś nie miałam ochoty na rozmowę z kimkolwiek. Podśmiewywałam się sztucznie od czasu do czasu, żeby nie psuć reszcie humorów moją chwilową odrazą do życia. Wszystko okej, gdyby nie to że po jakimś czasie jednak wujcio zauważył, że coś jest nie tak:
- Korek, a czemu tak siedzisz cichutko ? Nic się nie odzywasz. Jak tam ten cały Herry ? - Tego pytania właśnie bałam się najbardziej. Popatrzyłam błagająco na ciocie. RATUJ ! Jednak nie mówiła nic. Zapewne bała się cokolwiek powiedzieć. Trudno, musze sobie jakoś poradzić
- Po prostu miałam wczoraj ciężki dzień. Oczywiście nie z powodu waszego przyjazdu (śmiech) Nie wyspałam się. Harry. Taak, no w sumie nic ciekawego. Imprezuje teraz gdzieś pewnie lub ma jakiś wywiad. Nie wiem. To taka krótka bajeczka. Było minęło. A ciocia, dla czego nie przyjechała z wami ? - nawciskałam kitu i próbowałam jakoś zmienić temat.
- Korek, właśnie przed momentem tata to wyjaśniał - zaśmiał się Sebek, a ja trochę się speszyłam i doszło do mnie, że przecież ich w ogóle nie słuchałam.
- Eh te gwiazdy. Chyba się nie przejmujesz ? - rzucił z rozbawieniem wujek.
- Nie no co ty wujku - kłamiąc zażartowałam machając przy tym ręką. Oczywiście że się przejmowałam. I to tak strasznie, ale przecież nie powiem im tego. Nie chcę żeby wiedzieli. Ciocia tym razem zareagowała na moje sygnały z prośbą o zmianę tematu. O czymś znowu zaczęli rozmawiać, a ja pogrążyłam się w swoich myślach. Ciekawe co zdziałał Lou. Czy już z nim rozmawiał. Z transu wyrwał mnie mój dzwoniący telefon. Szybko wstałam i wybiegłam na taras. To Louis.
- Hej mała. Gadałem z nim właśnie. Wybacz, ale długa droga przed nami, ale damy rade. Nie pozwolę żebyście prze taką durnotę stracili siebie nawzajem - zaczął nie przerywając. Usiadłam na zimnych schodach. Dobrze że były zimne, trochę ochłodziły moje rozpalone od stresu ciało.
- Lou ale co się stało. Co powiedział ? I chyba nie powiedziałeś mu, że do Ciebie dzwoniłam - zapytałam roztrzęsiona. Wygląda na to, że Harry dalej jest na mnie zły i raczej jeszcze długo będzie.
- Spokojnie. Znaczy nooo... tak wyszło, że domyślił się o co chodzi, a potem to ja już nie mogłem go okłamać i ... i przepraszam ! - mówił wolno słowo po słowie sylabując co drugie. Co takiego ? Eh, no trudno. Teraz mam pewność, że jednak są sobie bardzo bliscy sobie.
- Louis ja cię zatłukę. Ale już trudno. Po prostu pomóż ! Ja już nie wiem co mam robić. - czułam, że zaraz nie wytrzymam i się rozpłaczę.
- Będzie dobrze. Porozmawiam z nim jeszcze. Zrobię co w mojej mocy. Jestem jego przyjacielem, ale nie dam radę zmienić... - i przerwał mu jakiś głos.
- Tomo, co robisz ? O heej Elkaa ! Louis pomóż mi się ubrać ! - To nie był jakiś tam głos. To był głos Harrego. Nie odzywałam się.
- To pa Elka. Zadzwonię jak coś załatwię. - zrozumiałam, że tym razem nie chciał mnie wydać.
- Dziękuję jeszcze raz. Pa - odpowiedziałam. Zanim się rozłączył dopowiedział jeszcze po cichu:
- Trzymaj się mała. - Z początku przeszkadzało mi to, ze mówi do mnie mała, ale teraz już jakoś nie mam nic przeciwko temu. Schowałam telefon do kieszeni i udałam się z powrotem do domu.
- No nareszcie skończyłaś. Choć idziemy na miasto. - podał mi kurtkę kuzyn. Nie miałam ochoty ale musiałam. Przecież nie zepsuje im wyjazdu. Zabrałam ją od niego, ubrałam bytu i wyszliśmy wszyscy w czwórkę. Zwiedziliśmy chyba dosłownie każdy zakątek rynku. Nie powiem nawet było całkiem fajnie. Do domu wróciliśmy koło 20. W sumie to tak zleciały mi kolejna dwa dni. Tyle, że nie dzwonił żaden z chłopaków.
Został tylko jeden dzień do wyjazdy Niemców. Trochę było mi szkoda, że już wracają do siebie. Dzięki Sebkowi udawało mi się chociaż na chwile nie myśleć o Hazzie. Postanowiliśmy, że w ostatni dzień ich pobytu u nas nie wyjdziemy ani na chwilę z domu. Cały czas będziemy grać na PS, oboje to uwielbialiśmy i temu tak świetnie nam się razem grało. Plany nawet nam wychodziły. Graliśmy już cztery godziny z przerwami na jedzenie. Dużo się śmialiśmy. Po sześciu godzinach wujek oznajmił, że muszą już jechać, ponieważ podobno nie ma jeszcze wielkich korków przed granicą. Pożegnaliśmy się, ale potem i tak wyszło, że staliśmy jeszcze z pół godziny przy ich samochodzie.
- To jak widzimy się za kilka tygodni co nie ? - zagadywał kuzyn. Zapomniałam na śmierć. Przecież ja miałam do nich jechać i... spotkać się z Harrym. Co ja mam mu teraz powiedzieć ?!
- Właśnie nie wiem. Wiesz rodzice. Trochę się pokomplikowało i chyba będę czekać na nich tutaj - skłamałam. Oszukałam siebie i Sebka. Strasznie było mi głupio.
- Coo ?! Jak to ? Przyjedź ! Z kim ja będę całymi dniami grać na PSie ? - zrobił minę smutnego pieska. Nie odpowiedziałam. Poczochrałam go, a ten zaraz zaczął się śmiać i wsiadł do samochodu. Wyściskałam się jeszcze z wujkiem, który potem wsiadł do swojego srebrnego audi. Odpalił silnik i odjechali machając na pożegnanie. Tak strasznie szybko zleciały te kilka dni. Patrzyłam jeszcze chwilę na ulicę. Nie wiem co mnie w niej tak zaciekawiło. Może po prostu pustka ?
- Kornelia choć, musimy porozmawiać - objęła mnie ciocia i poprowadziła do ogrodu. Kolejna poważna rozmowa. Doskonale wiedziałam o co chodzi. Mam już dość. Usiadłyśmy na huśtawce.
- Posłuchaj. Dostałam ofertę pracy. Teraz to ja się tobą opiekuję i jestem za ciebie odpowiedzialna. Pomogę zarobić pieniądze na dom, a ty przy okazji odpoczniesz - mówiła trzymając mnie za ręce i lekko się uśmiechając. Nie wiedziałam o co chodzi. Co ? Ona też wyjedzie ? Jedyna myśl która nasunęła mi się w tym momencie na myśl.
- Możesz sprecyzować ? O co chodzi ? - zapytałam zniecierpliwiona.
- Wyjeżdżamy do ...
piątek, 28 lutego 2014
czwartek, 20 lutego 2014
Rozdział 23 ''Pomóż mi to jakoś odkręcić''
... poprosić Louisa o pomoc, w końcu są chyba najbardziej zżyci z całej piątki. Długo nie czekałam na realizację. Nie przejmowałam się tym, że jest już grubo po 23. Chłopaki na pewno są teraz na jakiejś imprezie. Wzięłam telefon z półki i wyszukałam numer do Toma. Zawahałam się przez moment ponieważ totalnie nie wiedziałam jak zacząć. Chwile jeszcze popatrzyłam przez okno na ciemną uliczkę. Dwie osoby, które wcześniej podsunęły mi pomysł znów to zrobiły. Siedzieli na ławce, jeden pokazał drugiemu coś w telefonie, przypuszczam że była to jakaś wiadomość. Ten drugi przeczytał to co tam było i ze współczuciem popatrzył się na chłopaka, który ukrywał twarz w dłoniach. Poklepał go po ramieniu. Wyraźnie było widać, że próbuje go pocieszyć. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Cieszę się widząc takie sytuacje, które świadczą o tym, że na tej ziemi chodzą jeszcze ludzie, którzy troszczą się nie tylko o samego siebie lecz także pomagają, a przynajmniej starają się pomóc innemu człowiekowi, że istnieją prawdziwe przyjaźnie. Mój wzrok z powrotem skupił się na wyświetlaczu telefonu. Bez zastanowienia palce same zaczęły przyciskać odpowiednie literki. ''Hej Lou. Mam do Ciebie taką wielką prośbę. Być może już wiesz. Pokłóciłam się z Harrym. Moja wina, oskarżyłam go o coś czego nie zrobił. Jest mi strasznie głupio. Przepraszałam tyle razy, ale na nic. Wiem że nie powinnam od razu wyjeżdżać na niego. Mogłam spokojnie pogadać, ale tak nie zrobiłam i strasznie żałuję. Pomóż mi to jakoś odkręcić. Nie chcę żeby w jakiś sposób przez to cierpiał. Może do tej pory nic nie mówiłam, ale zależy mi na nim. Pomóż ! x'' Sprawdziłam czy nie zrobiłam jakiegoś błędu w pisowni (wiadomość była napisana po angielsku) i z lekkim zawahaniem przycisnęłam zieloną słuchawkę. Wiadomość dostarczona. Louis to była chyba moja ostatnia deska ratunku. Jeżeli on nic nie zdziała to będzie na prawdę źle. Odłożyłam telefon, każda minuta czekania na odpowiedź sprawiała, że coraz bardziej się denerwowałam. Po trzydziestu minutach zrezygnowana położyłam się do łóżka. Trudno, nie odpisał dziś, a właściwie to już wczoraj (była godzina 00:20), odpisze dzisiaj, kiedyś musi chyba że on też jest na mnie zły. Na siłę zamykałam oczy. Zmuszałam się do snu. Próbowałam wyłączyć umysł, nie myśleć. Już prawie usypiałam kiedy zaczął pikać mi telefon. Nie był to sygnał smsa, ktoś po prostu dzwonił. Zerwałam się szybko. Jedyne co przyszło mi na myśl to to, że Louisowi udało się udobruchać Harrego. Jednak nie, to nie był Hazza, a Loui.
- No hej mała. Co jest ? - odezwał się pierwszy trochę chwiejnym głosem. W tle było słychać dość głośną muzykę.
- Hej. Odczytałeś smsa prawda ? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Odchrząknął i chyba doprowadził się do powagi:
- Tak. Harry napomknął coś że zmieniły mu się plany na wakacje, ale nic więcej nie mówił. Po prostu chodził trochę zły, a teraz to nieźle odreagowuje. Powiesz mi dokładnie o co poszło ? - muzyka ucichła. Usłyszałam tylko zamykane drzwi.
- Była afera, o zdjęcie zrobione na gali. Harry był na nim z ... - nie dokończyłam. Louis zrobił to za mnie:
- Kendall, taak. Wiesz, powiem ci że Harry może jest wielkim podrywaczem, ale jeżeli już znajdzie dziewczynę, której szukał, nie dopuści żadnej innej do siebie, może będzie rzucał jakimś swoimi tekścikami w stronę innych, ale one i tak nie będą miały dla niego najmniejszego znaczenia, a i uwierz mi, zakochany jest w tobie po uszy. Pogadam z nim jak tylko będzie w stanie kontaktować i dam znać. Kończę, Trzymaj się Korny - wygłosił swoje przemówienie i chwile czekał aż odpowiem. Byłam tak zamyślona przez to co powiedział, że chwile na tą odpowiedź musiał poczekać:
- Nie chciałam żeby tak wyszło. Przestraszyłam się, posłuchałam niewłaściwej osoby. Dziękuję ci bardzo. Nie wiem co bym zrobiła gdyby nie ty... (chwila ciszy) Czekaj, kontaktować ? On jest pijany ? - doszła do mnie teraz ta informacja. Tak wiem zdarza mi się czasami mieć opóźniony zapłon. Czyli jednak wypełnił swoje plany.
- Tak, haha i to nieźle, właśnie zastanawiałem się czemu tyle pije, na ogół zachowuje umiar. Eh, i mam odpowiedź. Ale nie przejmuj się nim teraz. Na pewno się pogodzicie. Nie potrafi się też długo gniewać. - Tak, to mnie pocieszył. Ochlał się z mojego powodu. Jeszcze bardziej jest mi źle.
- Pilnuj go Loui. Dzięki jeszcze raz. Dobra wracaj do reszty. Miłej zabawy - pożegnałam się.
- Dam znać. Kibicuję wam strasznie, musi się udać. Cześć - i rozłączył się. Wiedziałam, że mogę na niego liczyć. Teraz zostało mi tylko czekać. Kilka razy głęboko oddychnęłam i z powrotem położyłam się do łóżka. Po tej rozmowie powiem szczerze, że trochę mi ulżyło jednak dalej czułam się winna. Szybko odpłynęłam w magiczną krainę snów.
- Kornelia ! Wstawaj już dziesiąta ! Zaraz...
- No hej mała. Co jest ? - odezwał się pierwszy trochę chwiejnym głosem. W tle było słychać dość głośną muzykę.
- Hej. Odczytałeś smsa prawda ? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Odchrząknął i chyba doprowadził się do powagi:
- Tak. Harry napomknął coś że zmieniły mu się plany na wakacje, ale nic więcej nie mówił. Po prostu chodził trochę zły, a teraz to nieźle odreagowuje. Powiesz mi dokładnie o co poszło ? - muzyka ucichła. Usłyszałam tylko zamykane drzwi.
- Była afera, o zdjęcie zrobione na gali. Harry był na nim z ... - nie dokończyłam. Louis zrobił to za mnie:
- Kendall, taak. Wiesz, powiem ci że Harry może jest wielkim podrywaczem, ale jeżeli już znajdzie dziewczynę, której szukał, nie dopuści żadnej innej do siebie, może będzie rzucał jakimś swoimi tekścikami w stronę innych, ale one i tak nie będą miały dla niego najmniejszego znaczenia, a i uwierz mi, zakochany jest w tobie po uszy. Pogadam z nim jak tylko będzie w stanie kontaktować i dam znać. Kończę, Trzymaj się Korny - wygłosił swoje przemówienie i chwile czekał aż odpowiem. Byłam tak zamyślona przez to co powiedział, że chwile na tą odpowiedź musiał poczekać:
- Nie chciałam żeby tak wyszło. Przestraszyłam się, posłuchałam niewłaściwej osoby. Dziękuję ci bardzo. Nie wiem co bym zrobiła gdyby nie ty... (chwila ciszy) Czekaj, kontaktować ? On jest pijany ? - doszła do mnie teraz ta informacja. Tak wiem zdarza mi się czasami mieć opóźniony zapłon. Czyli jednak wypełnił swoje plany.
- Tak, haha i to nieźle, właśnie zastanawiałem się czemu tyle pije, na ogół zachowuje umiar. Eh, i mam odpowiedź. Ale nie przejmuj się nim teraz. Na pewno się pogodzicie. Nie potrafi się też długo gniewać. - Tak, to mnie pocieszył. Ochlał się z mojego powodu. Jeszcze bardziej jest mi źle.
- Pilnuj go Loui. Dzięki jeszcze raz. Dobra wracaj do reszty. Miłej zabawy - pożegnałam się.
- Dam znać. Kibicuję wam strasznie, musi się udać. Cześć - i rozłączył się. Wiedziałam, że mogę na niego liczyć. Teraz zostało mi tylko czekać. Kilka razy głęboko oddychnęłam i z powrotem położyłam się do łóżka. Po tej rozmowie powiem szczerze, że trochę mi ulżyło jednak dalej czułam się winna. Szybko odpłynęłam w magiczną krainę snów.
- Kornelia ! Wstawaj już dziesiąta ! Zaraz...
niedziela, 16 lutego 2014
Rozdział 22 ''Oczy momentalnie się ożywiły''
...mamę. Oczy momentalnie się ożywiły. Co ona tu robi ? Czyżby ciocia do niej zadzwoniła ? Prosiłam przecież żeby nikomu nie mówiła. Nie chcę o tym mówić, a tym bardziej z nią.
- Mama, cześć. Co ty tu robisz ? Podobno na rok wyjechaliście. Gdzie tata ? - wstałam z łóżka i stanęłam na przeciwko niej. Miała dziwną minę. Jakby czekała tylko na opieprz, tak jak dziecko stoi przed rodzicami z niewinną miną. W końcu się odezwała:
- Przyleciałam sama po kilka rzeczy - przygryzła wargę i chyba miała jeszcze coś innego do powiedzenia. Minęła dość spora chwila w końcu postanowiłam ją zakończyć.
- Chodzi o coś jeszcze, tak ? Dowiem się w końcu ? - Zmieszała się. Co jest grane ?
- Prędzej czy później musisz się dowiedzieć. Podjęliśmy taką pochopną decyzję, ponieważ, jakby ci to powiedzieć... Przerosło nas wszystko. Wydatki zaczęły być coraz większe. Komornik zajął dom. Żeby go spłacić potrzebowaliśmy ogromnej kwoty. Jakoś musieliśmy ją zdobyć abyś nie musiał plątać się po małych mieszkankach. - Podeszła bliżej mnie i chwyciła za ręce.
- Dla czego nic nie powiedzieliście ? Dla czego nie dzwoniliście. Tak trudno jest zadzwonić ? - oburzyła się trochę. Nigdy nic nie wspominali że brakuje nam pieniędzy. W dodatku wyjechali, od tak po prostu. Nie odezwali się słowem. Wyglądała, jakby coś jeszcze chciała powiedzieć.
- I coś jeszcze ? - zapytałam z pytajnikiem na twarzy.
- Mamy dwa tygodnie na opuszczenie domu... Ciocia zaoferowała, że weźmie cię do siebie i... - Wyrwałam się z jej uścisku. Co to ma znaczyć ? Mam się wynieść ? Do cioci na drugi koniec kraju ? Usiadłam na łóżku. Najpierw Harry teraz zostałam wyrzucona z własnego domu. Jakieś fatum ?!
- Nie przejmuj się wszystko będzie dobrze. Spłacimy długi. Znowu będziemy tu mieszkać, obiecuję. Potrzeba tylko czasu. Przepraszam, nie powiedzieliśmy ci dla twojego dobra. Nie chcieliśmy cię tym obarczać. - Usiadła obok mnie i próbowała przytulić. Odskoczyłam. Patrzyłam pusto w ziemię z założonymi rękami. Ciocia stała przy drzwiach i przyglądała się temu całemu przedstawieniu. Nie wiedziałam co robić, co mówić. Totalnie mnie zatkało. W pokoju panowała totalna cisza, którą po dość długiej chwili przerwał mój telefon. Nie miałam najmniejszej ochoty go odbierać. Popatrzyłam się tylko w jego kierunku, nie dostrzegłam kto się dobijał. Ciocia podeszła i wzięła go do ręki.
- Kornelia Harry dzwoni, jesteś pewna że nie chcesz odebrać ? - wyciągnęła przed siebie rękę z telefonem. Na reszcie ! Porwałam szybko telefon i wybiegłam z pokoju.
- Harry, przepraszam. Przepraszam, że cię posądziłam o takie coś. strasznie mi głupio. ! - zaczęłam.
- Sądzisz, że mógłbym być taką świnią ?! Dziękuję ci. Myślałem, że jesteś inna. Że choć trochę wyobrażasz sobie być kolesiem, który nie może ufać nikomu. Tyle fałszywych przyjaciół, którzy są z tobą tylko dla tego że jesteś sławny. Powiedziałem ci to czego nikomu innemu bym nie powiedział. Mimo wszystko zaufałem, a ty tak przy pierwszej lepszej okazji zrobiłaś ze mnie dupka bez uczuć. I jeszcze jedno, zanim kogoś o coś posądzisz dokładnie dowiedz się faktów z jak najprawdziwszych źródeł. W tym wywiadzie zostało wszystko wytłumaczone. Plotki, zdjęcie, wszystko. Mogłaś chociaż oglądnąć do końca. A teraz wybacz, ale muszę kończyć idziemy z chłopakami do klubu. Być może teraz się na serio pobawię. Cześć - był wściekły. Pod koniec jego ton był zupełnie obojętny. Kręciło mi się w głowie. Serce biło jak szalone. Do oczów napłynęły łzy. Co się dzieje ? Zsunęłam się po ścianie na podłogę.
- Harry ! nie ! czekaj. Przepraszam. Nie chciałam żeby tak wyszło. Harry... - nie zdążyłam. Rozłączył się. Co ja narobiłam ? Nie miałam siły już płakać. Skuliłam się w koncie na korytarzu i zakryłam twarz dłoniami.
- Córciu co się stało ? - usłyszałam głos mamy nad sobą. Co ją to tak teraz obchodzi ?
- Właśnie wyszłam na totalną idiotkę - gwałtownie wstałam i pobiegłam do łazienki zamykając za sobą drzwi. Wskoczyłam do pustej wanny i kolejny raz przybrałam pozycję kulki. Starałam się wyłączyć wszystkie emocje. Nie myśleć uspokoić się i w tedy wymyśleć jak wszystko wyprostować. Słabo mi szło. Miałam ochotę krzyczeć, rzucać wszystkim co będę miała pod rękę. Ciocia z mamą jakiś czas dobijały się do środka, ale nie miałam najmniejszego zamiaru im otwierać.
- Jest okej, po prostu chce pobyć sama - powiedziałam spokojnie.
- Otwórz te drzwi, co się stało ? Kornelia, natychmiast otwieraj te drzwi - krzyczała mama.
- Możesz sobie siedzieć, ale otwórz drzwi proszę - przerwała jej ciocia prośbą i odeszły. Zmusiłam się do wstanie i otworzenia ich. Potem wróciłam do wcześniejszej pozycji. Cały czas myślałam co zrobić żeby przeprosić Harrego. Tysiąc myśli na minutę, żadna konkretna. Moje oczy i umysł nie wytrzymywały. Wszystko się wyciszyło, uspokoiło jak usnęłam.
- Kornelia, obudź się, co się stało ? - mówiła do mnie kilka razy ciocia. Otworzyłam oczy. Gdzie ja jestem ? W wannie ? Ah, tak zapomniałam, jeżeli mam doła zawsze tu siedzę, a wczoraj właśnie posypało mi się życie.
- Nic się nie stało, znaczy stało się. Pokomplikowałam sobie życie, ot co. Ale dam rade. Która jest godzina ? - zapytałam cokolwiek, byle by nie ciągnąć tematu. Wygramoliłam się z wanny. Wyprostowałam się i przeciągnęłam. Jak mnie wszystko bolało. Nie jest to dobre miejsce na sen.
- Koło 10:00. Jeżeli nie chcesz nie musimy o tym rozmawiać. Na pewno dasz sobie radę ? - troskliwie wypytywała ciocia.
- Tak, na pewno. Gdzie mama ? - przypomniałam sobie, że oprócz wczorajszej kłótni z Hazzą, nawiedziła mnie też mama.
- Wyjechała. Zabrała to co miała i ... - mówiła z zakłopotaniem.
- Nie, nic już nie chce wiedzieć. Zaraz przyjadą niemcy, trzeba im pokój przyszykować. Aaa, zapomniałam, mogę ich tu przyjąć czy już muszę się pakować i wynosić ? - rzuciłam z lekkim poirytowaniem w głosie. Znowu wyjechała bez słowa, tak bardzo smutne.
- Ej, rozwiąże się ten problem. Nie miała wyjścia. Rodzice chcą dla ciebie jak najlepiej. Pokoje już przyszykowane, ale choć pomożesz mi przy objedzie i zjeść coś musisz, wczoraj kolacji nie jadłaś, a jeść musisz i śniadania już ci nie popuszczę. Próbowałam udawać że mi wszystko jedno. Dusza non stop płakała, ciało jednak zachowywało się normalnie. Sztuczny uśmiech i udawanie że nic się nie stało. Tak aż do wieczora. Wujek z Sebkiem przyjechali jakoś o 13:00. Siedzieliśmy w domu. Byli zmęczeni podróżą. Sebek wypytywał o Harrego, ale unikałam tego tematu krótkimi odpowiedziami. Kuzyn dobrze odbierał te bodźce i nie naciskał. Wieczorem gdy wszyscy poszli już spać w ciszy siedziałam w oknie i piłam gorącą czekoladę. Znowu próbowałam wymyślić coś sensownego. Kiedy zobaczyłam dwójkę przyjaciół idących ulicą wpadłam na pomysł żeby...
- Mama, cześć. Co ty tu robisz ? Podobno na rok wyjechaliście. Gdzie tata ? - wstałam z łóżka i stanęłam na przeciwko niej. Miała dziwną minę. Jakby czekała tylko na opieprz, tak jak dziecko stoi przed rodzicami z niewinną miną. W końcu się odezwała:
- Przyleciałam sama po kilka rzeczy - przygryzła wargę i chyba miała jeszcze coś innego do powiedzenia. Minęła dość spora chwila w końcu postanowiłam ją zakończyć.
- Chodzi o coś jeszcze, tak ? Dowiem się w końcu ? - Zmieszała się. Co jest grane ?
- Prędzej czy później musisz się dowiedzieć. Podjęliśmy taką pochopną decyzję, ponieważ, jakby ci to powiedzieć... Przerosło nas wszystko. Wydatki zaczęły być coraz większe. Komornik zajął dom. Żeby go spłacić potrzebowaliśmy ogromnej kwoty. Jakoś musieliśmy ją zdobyć abyś nie musiał plątać się po małych mieszkankach. - Podeszła bliżej mnie i chwyciła za ręce.
- Dla czego nic nie powiedzieliście ? Dla czego nie dzwoniliście. Tak trudno jest zadzwonić ? - oburzyła się trochę. Nigdy nic nie wspominali że brakuje nam pieniędzy. W dodatku wyjechali, od tak po prostu. Nie odezwali się słowem. Wyglądała, jakby coś jeszcze chciała powiedzieć.
- I coś jeszcze ? - zapytałam z pytajnikiem na twarzy.
- Mamy dwa tygodnie na opuszczenie domu... Ciocia zaoferowała, że weźmie cię do siebie i... - Wyrwałam się z jej uścisku. Co to ma znaczyć ? Mam się wynieść ? Do cioci na drugi koniec kraju ? Usiadłam na łóżku. Najpierw Harry teraz zostałam wyrzucona z własnego domu. Jakieś fatum ?!
- Nie przejmuj się wszystko będzie dobrze. Spłacimy długi. Znowu będziemy tu mieszkać, obiecuję. Potrzeba tylko czasu. Przepraszam, nie powiedzieliśmy ci dla twojego dobra. Nie chcieliśmy cię tym obarczać. - Usiadła obok mnie i próbowała przytulić. Odskoczyłam. Patrzyłam pusto w ziemię z założonymi rękami. Ciocia stała przy drzwiach i przyglądała się temu całemu przedstawieniu. Nie wiedziałam co robić, co mówić. Totalnie mnie zatkało. W pokoju panowała totalna cisza, którą po dość długiej chwili przerwał mój telefon. Nie miałam najmniejszej ochoty go odbierać. Popatrzyłam się tylko w jego kierunku, nie dostrzegłam kto się dobijał. Ciocia podeszła i wzięła go do ręki.
- Kornelia Harry dzwoni, jesteś pewna że nie chcesz odebrać ? - wyciągnęła przed siebie rękę z telefonem. Na reszcie ! Porwałam szybko telefon i wybiegłam z pokoju.
- Harry, przepraszam. Przepraszam, że cię posądziłam o takie coś. strasznie mi głupio. ! - zaczęłam.
- Sądzisz, że mógłbym być taką świnią ?! Dziękuję ci. Myślałem, że jesteś inna. Że choć trochę wyobrażasz sobie być kolesiem, który nie może ufać nikomu. Tyle fałszywych przyjaciół, którzy są z tobą tylko dla tego że jesteś sławny. Powiedziałem ci to czego nikomu innemu bym nie powiedział. Mimo wszystko zaufałem, a ty tak przy pierwszej lepszej okazji zrobiłaś ze mnie dupka bez uczuć. I jeszcze jedno, zanim kogoś o coś posądzisz dokładnie dowiedz się faktów z jak najprawdziwszych źródeł. W tym wywiadzie zostało wszystko wytłumaczone. Plotki, zdjęcie, wszystko. Mogłaś chociaż oglądnąć do końca. A teraz wybacz, ale muszę kończyć idziemy z chłopakami do klubu. Być może teraz się na serio pobawię. Cześć - był wściekły. Pod koniec jego ton był zupełnie obojętny. Kręciło mi się w głowie. Serce biło jak szalone. Do oczów napłynęły łzy. Co się dzieje ? Zsunęłam się po ścianie na podłogę.
- Harry ! nie ! czekaj. Przepraszam. Nie chciałam żeby tak wyszło. Harry... - nie zdążyłam. Rozłączył się. Co ja narobiłam ? Nie miałam siły już płakać. Skuliłam się w koncie na korytarzu i zakryłam twarz dłoniami.
- Córciu co się stało ? - usłyszałam głos mamy nad sobą. Co ją to tak teraz obchodzi ?
- Właśnie wyszłam na totalną idiotkę - gwałtownie wstałam i pobiegłam do łazienki zamykając za sobą drzwi. Wskoczyłam do pustej wanny i kolejny raz przybrałam pozycję kulki. Starałam się wyłączyć wszystkie emocje. Nie myśleć uspokoić się i w tedy wymyśleć jak wszystko wyprostować. Słabo mi szło. Miałam ochotę krzyczeć, rzucać wszystkim co będę miała pod rękę. Ciocia z mamą jakiś czas dobijały się do środka, ale nie miałam najmniejszego zamiaru im otwierać.
- Jest okej, po prostu chce pobyć sama - powiedziałam spokojnie.
- Otwórz te drzwi, co się stało ? Kornelia, natychmiast otwieraj te drzwi - krzyczała mama.
- Możesz sobie siedzieć, ale otwórz drzwi proszę - przerwała jej ciocia prośbą i odeszły. Zmusiłam się do wstanie i otworzenia ich. Potem wróciłam do wcześniejszej pozycji. Cały czas myślałam co zrobić żeby przeprosić Harrego. Tysiąc myśli na minutę, żadna konkretna. Moje oczy i umysł nie wytrzymywały. Wszystko się wyciszyło, uspokoiło jak usnęłam.
- Kornelia, obudź się, co się stało ? - mówiła do mnie kilka razy ciocia. Otworzyłam oczy. Gdzie ja jestem ? W wannie ? Ah, tak zapomniałam, jeżeli mam doła zawsze tu siedzę, a wczoraj właśnie posypało mi się życie.
- Nic się nie stało, znaczy stało się. Pokomplikowałam sobie życie, ot co. Ale dam rade. Która jest godzina ? - zapytałam cokolwiek, byle by nie ciągnąć tematu. Wygramoliłam się z wanny. Wyprostowałam się i przeciągnęłam. Jak mnie wszystko bolało. Nie jest to dobre miejsce na sen.
- Koło 10:00. Jeżeli nie chcesz nie musimy o tym rozmawiać. Na pewno dasz sobie radę ? - troskliwie wypytywała ciocia.
- Tak, na pewno. Gdzie mama ? - przypomniałam sobie, że oprócz wczorajszej kłótni z Hazzą, nawiedziła mnie też mama.
- Wyjechała. Zabrała to co miała i ... - mówiła z zakłopotaniem.
- Nie, nic już nie chce wiedzieć. Zaraz przyjadą niemcy, trzeba im pokój przyszykować. Aaa, zapomniałam, mogę ich tu przyjąć czy już muszę się pakować i wynosić ? - rzuciłam z lekkim poirytowaniem w głosie. Znowu wyjechała bez słowa, tak bardzo smutne.
- Ej, rozwiąże się ten problem. Nie miała wyjścia. Rodzice chcą dla ciebie jak najlepiej. Pokoje już przyszykowane, ale choć pomożesz mi przy objedzie i zjeść coś musisz, wczoraj kolacji nie jadłaś, a jeść musisz i śniadania już ci nie popuszczę. Próbowałam udawać że mi wszystko jedno. Dusza non stop płakała, ciało jednak zachowywało się normalnie. Sztuczny uśmiech i udawanie że nic się nie stało. Tak aż do wieczora. Wujek z Sebkiem przyjechali jakoś o 13:00. Siedzieliśmy w domu. Byli zmęczeni podróżą. Sebek wypytywał o Harrego, ale unikałam tego tematu krótkimi odpowiedziami. Kuzyn dobrze odbierał te bodźce i nie naciskał. Wieczorem gdy wszyscy poszli już spać w ciszy siedziałam w oknie i piłam gorącą czekoladę. Znowu próbowałam wymyślić coś sensownego. Kiedy zobaczyłam dwójkę przyjaciół idących ulicą wpadłam na pomysł żeby...
piątek, 14 lutego 2014
Rozdział 21 ''Czy ty Kornelio...''
... jakoś po południu przyjeżdża wujek z Sebkiem. Postanowili że odwiedzą teraz was, ale że nie ma rodziców to pozwiedzają trochę okolicę, a ty ich pooprowadzasz. Odstresujesz się trochę mała. - Nie powiem zaskoczyła mnie tym. Chociaż ma racje na dobre mi to wyjdzie. Co jak co ale z kuzynem dogaduję się jak z bratem, a nawet jeszcze lepiej. Zawsze potrafi poprawić mi humor. - Na prawdę ?! To fajnie. Ciociu, mogłabyś do mnie nie mówić mała, źle mi się kojarzy. A i jeszcze jedno... Mogłabyś nie mówić nic o całej tej aferze z Harrym ? - popatrzyłam się na nią błagalnie, a ona z lekkim uśmiechem pokiwała głową:
- Dobrze, ale jak pozmywasz naczynia - uniosła się rozbawiona. Chciałam pokazać, że wszystkie żale już wypłakałam i że nie przejmowałam się już tym tak bardzo:
- Cioociu ! No dobra. Niech ci będzie pozmywam - wstałam, pozbierałam talerze i udałam się z nimi do kuchni. Gdy zrobiłam to co miałam zrobić poszłam do salonu, gdzie siedziała ciocia i oglądała jakiś serial:
- Mogę się dosiąść ? - spytałam grzecznie, nie czekałam na odpowiedź i usiadłam, przecież to było jasne że mogłam.
- Pytasz się jeszcze ? siadaj - jak zwykle wesoło odparła podając mi miskę pełną suszonych owoców.
- Nie dziękuję, nie dam rady już nic przełknąć, a tym bardziej tych ohydnych, pozbawionych smaku owoców. - Starałam się jak najwięcej uśmiechać. Nie było to łatwe, ale jakoś dawałam rade. Serial okazał się być bardzo nudny, więc postanowiłam iść na górę i trochę poćwiczyć. Gdy przechodziłam koło pokoju usłyszałam pikanie telefonu. Wiedziałam, że to na pewno któryś z tych dwóch się dobija. Nie chciałam, a jednak weszłam i wzięłam telefon ze sobą do naszej mini siłowni. Najpierw poćwiczyłam na atlasie, potem na ławeczce 50 brzuszków. Poczułam zmęczenie, jak nigdy dotąd po takiej serii. Na ogół wytrzymywałam dłużej. No cóż, mój organizm był dość sporo osłabiony tą całą szopką. Usiadłam w kącie i wzięłam telefon do ręki. Po chwili zastanowienia zrobiłam to, włączyłam go. Pięć nieodebranych od Filipa. Trzynaście nieodebranych i dwie wiadomości od Harrego. Czy mu, aż tak zależy na tym żeby mieć o jedną zabawkę więcej ? Zrobiło mi się jeszcze bardziej gorąco gdy włączyłam pierwszego sms-a. Popatrzyłam w sufit. Ręce trzęsły mi się. Serce biło sto razy mocniej. Kiedyś muszę to odczytać, im wcześniej tym lepiej. '' Hej, dla czego się rozłączyłaś ? Dla czego nie odbierasz ? O co chodzi ? '' - tak brzmiał pierwszy. '' Nie rozumiem, ja Cię wykorzystałem ? W jaki sposób ? Chodzi o ten pocałunek w aucie ? Odezwij się, proszę nie wiem co mam robić. Zawsze coś spartolę. Trzeba być mną i mieć takie jebane szczęście. Przepraszam, cokolwiek zrobiłem, przepraszam xx '' - a tak drugi. Czy on na prawdę nie wie o co chodzi, czy tylko udaje głupiego ? Odłożyłam na bok telefon, oparłam się o ścianę i kilka razy głęboko oddychnęłam. Jeżeli nie wie uświadomię go. Wstałam i poszłam po laptopa do swojego pokoju. Włączyłam go i od razu przywitało mnie zdjęcie którego aktualnie potrzebowałam. Chwile jeszcze przyglądnęłam się mu. Coś mi w nim nie pasowało. Byli praktycznie w takich samych pozycjach jak na wcześniejszym. Ich miny były też dokładnie takie same. Przeglądałam kilka komentarzy. '' Gratuluję, niezła przeróbka. Gdybym nie oglądała tej gali nawet bym się nabrała. Harry złapał ją gdy się potknęła, ale do żadnego zbliżenia między nimi nie doszło. Kendall zaraz po tym poszła udzielać wywiadu ze swoim chłopakiem. Pozdrawiam. '' Że co proszę ? Przeróbka ?! Co ja narobiłam ? Boże, znienawidziłam Harrego za nic. Dla czego wcześniej tego nie dostrzegłam. Dla czego postąpiłam tak pochopnie. Cały czas płakałam i przejmowałam się czymś co jest zupełną głupotą ludzi, którzy nie mają nic innego do roboty tylko psucie życia innym i tworzenia paskudnych plotek. Bez najmniejszego zastanowienia wykręciłam numer do Hazzy. Nie odbierał. Próbowałam 7 razy. Na marne. Non stop włączała się poczta. Postanowiłam napisać smsa. Może prędzej go odczyta niż odbierze. '' To ja Cię tak strasznie przepraszam. Uwierzyłam w głupie plotki. Powinnam najpierw z tobą o tym porozmawiać. Wyjaśnić, a nie od razu robić aferę. Przepraszam, nie twoja wina :( Tak bardzo jest mi teraz głupio. Odezwij się''. Czekałam na raport ale nie przychodził. Odłożyłam telefon i położyłam się na łóżku z wieki poczuciem winy. I złością, tak bardzo byłam zła na tego kto puścił to do sieci. Modliłam się żeby było okej. Nawet nie wiem kiedy usnęłam.
Już poranek. Wstałam, poszłam na śniadanie. Na stole leżała karteczka z napisem '' idź do salonu '' po angielsku. Co to ? Ciocia nauczyła się kilka słówek ? Roześmiałam się i poszłam tam gdzie mi rozkazał magiczny, mały papierek. Kiedy tam weszłam nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Na sofie siedział Harry Styles z bukietem czerwonobiałych róż, a obok niego reszta chłopaków. Na mój widok wszyscy wstali, jednak szczególnie przywitał mnie loczek. Podszedł i prosto z mety klęknął na jedno kolano, w jednej ręce trzymał bukiet a w drugiej małe pudełeczko w kształcie serca. Do oczu napłynęły mi łzy.
- Czy ty Kornelio Olson zechcesz... - i zaczął ktoś mną potrząsać.
- Korneeliaa obudź się, haaloo, Korneliaa ! masz gościa - otworzyłam oczy. Oł.. czyli to był sen. Ehh, dzięki ciociu że obudziłaś mnie a tak pięknym momencie.
- Co ? Co ? Jakiego ? Kto przyszedł ? A dobra chwila no ! Już wstaję. - przetarłam sobie oczy, podniosłam się. W drzwiach mojego pokoju zobaczyłam...
- Dobrze, ale jak pozmywasz naczynia - uniosła się rozbawiona. Chciałam pokazać, że wszystkie żale już wypłakałam i że nie przejmowałam się już tym tak bardzo:
- Cioociu ! No dobra. Niech ci będzie pozmywam - wstałam, pozbierałam talerze i udałam się z nimi do kuchni. Gdy zrobiłam to co miałam zrobić poszłam do salonu, gdzie siedziała ciocia i oglądała jakiś serial:
- Mogę się dosiąść ? - spytałam grzecznie, nie czekałam na odpowiedź i usiadłam, przecież to było jasne że mogłam.
- Pytasz się jeszcze ? siadaj - jak zwykle wesoło odparła podając mi miskę pełną suszonych owoców.
- Nie dziękuję, nie dam rady już nic przełknąć, a tym bardziej tych ohydnych, pozbawionych smaku owoców. - Starałam się jak najwięcej uśmiechać. Nie było to łatwe, ale jakoś dawałam rade. Serial okazał się być bardzo nudny, więc postanowiłam iść na górę i trochę poćwiczyć. Gdy przechodziłam koło pokoju usłyszałam pikanie telefonu. Wiedziałam, że to na pewno któryś z tych dwóch się dobija. Nie chciałam, a jednak weszłam i wzięłam telefon ze sobą do naszej mini siłowni. Najpierw poćwiczyłam na atlasie, potem na ławeczce 50 brzuszków. Poczułam zmęczenie, jak nigdy dotąd po takiej serii. Na ogół wytrzymywałam dłużej. No cóż, mój organizm był dość sporo osłabiony tą całą szopką. Usiadłam w kącie i wzięłam telefon do ręki. Po chwili zastanowienia zrobiłam to, włączyłam go. Pięć nieodebranych od Filipa. Trzynaście nieodebranych i dwie wiadomości od Harrego. Czy mu, aż tak zależy na tym żeby mieć o jedną zabawkę więcej ? Zrobiło mi się jeszcze bardziej gorąco gdy włączyłam pierwszego sms-a. Popatrzyłam w sufit. Ręce trzęsły mi się. Serce biło sto razy mocniej. Kiedyś muszę to odczytać, im wcześniej tym lepiej. '' Hej, dla czego się rozłączyłaś ? Dla czego nie odbierasz ? O co chodzi ? '' - tak brzmiał pierwszy. '' Nie rozumiem, ja Cię wykorzystałem ? W jaki sposób ? Chodzi o ten pocałunek w aucie ? Odezwij się, proszę nie wiem co mam robić. Zawsze coś spartolę. Trzeba być mną i mieć takie jebane szczęście. Przepraszam, cokolwiek zrobiłem, przepraszam xx '' - a tak drugi. Czy on na prawdę nie wie o co chodzi, czy tylko udaje głupiego ? Odłożyłam na bok telefon, oparłam się o ścianę i kilka razy głęboko oddychnęłam. Jeżeli nie wie uświadomię go. Wstałam i poszłam po laptopa do swojego pokoju. Włączyłam go i od razu przywitało mnie zdjęcie którego aktualnie potrzebowałam. Chwile jeszcze przyglądnęłam się mu. Coś mi w nim nie pasowało. Byli praktycznie w takich samych pozycjach jak na wcześniejszym. Ich miny były też dokładnie takie same. Przeglądałam kilka komentarzy. '' Gratuluję, niezła przeróbka. Gdybym nie oglądała tej gali nawet bym się nabrała. Harry złapał ją gdy się potknęła, ale do żadnego zbliżenia między nimi nie doszło. Kendall zaraz po tym poszła udzielać wywiadu ze swoim chłopakiem. Pozdrawiam. '' Że co proszę ? Przeróbka ?! Co ja narobiłam ? Boże, znienawidziłam Harrego za nic. Dla czego wcześniej tego nie dostrzegłam. Dla czego postąpiłam tak pochopnie. Cały czas płakałam i przejmowałam się czymś co jest zupełną głupotą ludzi, którzy nie mają nic innego do roboty tylko psucie życia innym i tworzenia paskudnych plotek. Bez najmniejszego zastanowienia wykręciłam numer do Hazzy. Nie odbierał. Próbowałam 7 razy. Na marne. Non stop włączała się poczta. Postanowiłam napisać smsa. Może prędzej go odczyta niż odbierze. '' To ja Cię tak strasznie przepraszam. Uwierzyłam w głupie plotki. Powinnam najpierw z tobą o tym porozmawiać. Wyjaśnić, a nie od razu robić aferę. Przepraszam, nie twoja wina :( Tak bardzo jest mi teraz głupio. Odezwij się''. Czekałam na raport ale nie przychodził. Odłożyłam telefon i położyłam się na łóżku z wieki poczuciem winy. I złością, tak bardzo byłam zła na tego kto puścił to do sieci. Modliłam się żeby było okej. Nawet nie wiem kiedy usnęłam.
Już poranek. Wstałam, poszłam na śniadanie. Na stole leżała karteczka z napisem '' idź do salonu '' po angielsku. Co to ? Ciocia nauczyła się kilka słówek ? Roześmiałam się i poszłam tam gdzie mi rozkazał magiczny, mały papierek. Kiedy tam weszłam nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Na sofie siedział Harry Styles z bukietem czerwonobiałych róż, a obok niego reszta chłopaków. Na mój widok wszyscy wstali, jednak szczególnie przywitał mnie loczek. Podszedł i prosto z mety klęknął na jedno kolano, w jednej ręce trzymał bukiet a w drugiej małe pudełeczko w kształcie serca. Do oczu napłynęły mi łzy.
- Czy ty Kornelio Olson zechcesz... - i zaczął ktoś mną potrząsać.
- Korneeliaa obudź się, haaloo, Korneliaa ! masz gościa - otworzyłam oczy. Oł.. czyli to był sen. Ehh, dzięki ciociu że obudziłaś mnie a tak pięknym momencie.
- Co ? Co ? Jakiego ? Kto przyszedł ? A dobra chwila no ! Już wstaję. - przetarłam sobie oczy, podniosłam się. W drzwiach mojego pokoju zobaczyłam...
wtorek, 11 lutego 2014
Rozdział 20 ''Nie wiedziałam co odpisać''
Godzina 6:00. Automatycznie się obudziłam, przygotowana psychicznie na pójście do szkoły. Cioci przy mnie już nie było. Przeciągnęłam się parokrotnie i wstałam z łóżka. Praktycznie z zamkniętymi oczami szłam do łazienki. Szybki prysznic i zeszłam na dół. Było jeszcze wcześnie więc się nie śpieszyłam. Ciocia dziwnie zaskoczona siedziała przy stole i piła kawę. Dosiadłam się do niej:
- Hej, zrobisz mi kanapki do szkoły ? - popatrzyła na mnie zdziwiona.
- Przecież wczoraj mówiłaś, że masz wole już. Eh, ta miłość - odparła z uśmieszkiem na twarzy.
- Faktycznie, zapomniałam ! Co ? Jaka miłość ? Ciociu proszę cię ! - odparłam najpierw z rozbawieniem, a potem udałam że nie wiem o co jej chodzi. Jej nie da się oszukać. Zawsze wie jak coś jest nie tak.
- Idź połóż się jeszcze spać, odpocznij trochę - odparła z zatroskaniem w głosie. Może to nie był zły pomysł. Upiłam kilka łyków z jej kawy i poszłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku. Jakoś nie mogłam zasnąć. Postanowiłam, że poskładam części telefonu w całość. Nic strasznego w sumie się z nim nie stało. Włączyłam, działał jak gdyby nigdy nic. Czekałam aż zeskanuje się pamięć. Gdy już całkowicie się ogarnął przyszło mi chyba z pięć wiadomości i dwanaście nieodebranych. Bałam się je otworzyć, nawet nie chciałam wiedzieć od kogo były. Odłożyłam telefon na półkę i z powrotem położyłam się do łóżka. Na marne. Dalej nie mogłam spać. Za bardzo ciekawiło mnie jaka była treść sms-ów. Trudno i tak już chyba gorzej być nie może. Sięgnęłam na półkę po urządzenie i włączyłam skrzynkę. Cztery smsy od Harrego i jeden od Filipa. Zakuło mnie w sercu. Co oni chcieli. Jak mieli jeszcze czelność się odzywać. Odczytałam najpierw od filipa, brzmiał on tak: '' Dobra przesadziłem trochę, zachowałem się jak debil. Wybacz mi, ale jak dowiedziałem się że ten koleś nie potrzebował kilku lat żeby zdobyć twoje względy, to aż się coś we mnie zagotowało. Tak w ogóle dla czego nie odbierasz. Proszę oddzwoń jak odczytasz. Przepraszam jeszcze raz :( '' Czyżby coś w nim pękło ? Co ja mam zrobić ? Nie mam zielonego pojęcia. Ciekawe co do powiedzenia ma Styles. '' Hej mała, jeszcze tylko 27 dni. Mam całkiem fajny plan. Masz urodziny 10 lipca prawda ? Ale to niespodzianka. Zayn wczoraj poczęstował dziennikarkę tymi swoimi sławnymi ziółkami. Możesz tylko sobie wyobrazić co działo się podczas wywiadu który przeprowadzała po nas z Imagine Dragons. A u Ciebie jak tam ? xx'', '' dla czego nie odpisujesz ? coś się stało ? x '', '' A może po prostu zajęta jesteś. Odpisz jak tylko przeczytasz. xx '', '' Martwię się :( ''. Tak brzmiały wiadomości od Harrego. Ostatnia wysłana była o około 4 w nocy. Tak po prostu jak gdyby nigdy nic. Nie zdradził mnie przecież, nie jesteśmy razem. Co ja mam myśleć o tej sytuacji z tą modelką. Znowu odłożyłam telefon. Nie wiedziałam co odpisać. Wiedziałam, że pójście kolejny raz do łóżka będzie bezsensowne bo i tak nie usnę. Usiadłam przy biurku i włączyłam laptopa. Na pierwszy ogień poszedł facebook. Masę powiadomień, zaproszenia do znajomych, od osób których praktycznie w ogóle nie znałam, wiadomości pięćdziesiąt. Co ich tak nagle wszystkich wzięło ?! Wyszłam z fb i czas na Twittera. Przeglądałam różne posty, aż tu nagle moją uwagę przyciągnęło zdjęcie Harrego całującego tą samą dziewczynę z wczorajszego wywiad. Długo nie zastanawiając się wzięłam telefon i zaczęłam pisać to co miałam na myśli. '' U mnie ? Poza tym że rodzice wyjechali na rok bez pożegnania, pokłóciłam się z przyjacielem i zostałam totalnie wykorzystana przez pewnego chłopaka, który najpierw tyle naobiecywał, a potem szybko znalazł sobie inną zabawkę to całkiem fajnie. '' Zielony przycisk i wiadomość została wysłana. Moje ciało przeszywały dreszcze. Zrobiło mi się gorąco i słabo. Nie panowałam nad sobą. Z trzaskiem zamknęłam laptopa, rzuciłam gdzieś w kąt telefonem, a sama z płaczem wylądowałam na łóżku. Co jest ze mną nie tak ? Co ja takiego złego zrobiłam ? Za co życie mnie tak kara. Czułam się beznadziejnie, moja psychika była na skraju załamania. Utrwało może 15 minut. Poczułam że ktoś przykrywa mnie kocem i lega obok.
- Co znowu zrobił ? Dalej się tym przejmujesz ? - to była ciocia. Nie miałam ochoty z nią teraz o tym rozmawiać, ale wiedziałam że nie da mi spokoju.
- Masz racje, Filip miał racje. Byłam jego ofiarą. Postawiłam się mu. Nie dałam tego czego chciał. Pobawił się i znalazł inną. - Wybuchłam i z wielkim płaczem rzuciłam się w ramiona cioci.
- Nie płacz nie warto. To było do przewidzenia. Tacy już są sławni ludzie. Pieniądze i sława całkowicie robią im wodę z mózgu. Cii maleńka. - Kołysałyśmy się na boki. Ciepło i troska bijąca od niej powoli mnie uspokajały.
Była już godzina 10:30.
- Choć zjemy coś - oderwała mnie od siebie i pociągnęła za rękę.
- Nie mam ochoty. Może potem, ale teraz się położę, bo chyba w końcu uda mi się zasnąć. Oczy same się już zamykają - puściła mnie i posyłając uśmiech zrozumienia wyszła z pokoju. Mnóstwo myśli przewijało mi się przez głowę. Sen przyszedł dość szybko, ale nie na długo. Obudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Kto znowu. Może Majka dzwoni o ognisko. Mam nadzieję, chętnie bym się gdzieś wyrwała i na chwile zapomniała. Byłam tak pewna że to ona dzwoni, że nawet nie popatrzyłam kto to tylko po prostu odebrałam:
- Halo, hej hej i jak z tym ogniskiem ? - odezwałam się. Czekałam chwile, nikt nie odpowiadał przez kilka sekund, a gdy już odpowiedział zamurowało mnie. Zachrypnięty głos mówił po angielsku. Zanim mój mózg zaczął ogarniać całą sytuację zdążyłam tylko wydukać:
- Harry ?? - długo nie czekałam na potwierdzenie.
- Tak to ja, o co chodzi ? Jak to rodzice wyjechali ? Ktoś cię skrzywdził ? Nie przejmuj się, widocznie nie był wart ciebie. - Do oczu napływały kolejne strumienie łez. Serce waliło jak szalone. Myślałam że zaraz po prostu wybuchnę. Nic się nie odzywałam, a on mówił dalej:
- Wytrzymaj jeszcze trochę. Już niedługo się zobaczymy. Opowiesz mi wszystko dokładnie, ale proszę cię nie przejmuj się tym dupkiem. - (chwila ciszy) - Korny jesteś tam ? Hej ? - nie mogłam wytrzymać:
- Harry, chodzi o ciebie. - tylko tyle zdołałam wydusić i się rozłączyłam. Bezwładnie opadłam na podłogę. Skuliłam się w kulkę i płakałam. Płakałam tak jak nigdy wcześniej. To tak bardzo bolało...
Po około godzinie postanowiłam, że nie dam się tak łatwo. Jestem bardzo wrażliwa, ale muszę się w końcu ogarnąć. Wstałam z ziemi i udałam się do łazienki. Przemyłam twarz zimną wodą, spięłam włosy, przebrałam się w dres i poszłam na dół. Ciocia przygotowywała obiad:
- I co tam. Wyspana ? - zapytała spokojnie.
- Tak. Co jemy ? - odpowiedziałam udając, że wszystko jest okej. Nawet wymusiłam uśmiech.
- Spagetti, siadaj zaraz podam - wykonałam polecenie i czekałam na danie, którym po kilku minutach zajadałyśmy się obie. Gdy skończyłyśmy ciocia zaczęła:
- Mam dla ciebie niespodziankę. Jutro...
- Hej, zrobisz mi kanapki do szkoły ? - popatrzyła na mnie zdziwiona.
- Przecież wczoraj mówiłaś, że masz wole już. Eh, ta miłość - odparła z uśmieszkiem na twarzy.
- Faktycznie, zapomniałam ! Co ? Jaka miłość ? Ciociu proszę cię ! - odparłam najpierw z rozbawieniem, a potem udałam że nie wiem o co jej chodzi. Jej nie da się oszukać. Zawsze wie jak coś jest nie tak.
- Idź połóż się jeszcze spać, odpocznij trochę - odparła z zatroskaniem w głosie. Może to nie był zły pomysł. Upiłam kilka łyków z jej kawy i poszłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku. Jakoś nie mogłam zasnąć. Postanowiłam, że poskładam części telefonu w całość. Nic strasznego w sumie się z nim nie stało. Włączyłam, działał jak gdyby nigdy nic. Czekałam aż zeskanuje się pamięć. Gdy już całkowicie się ogarnął przyszło mi chyba z pięć wiadomości i dwanaście nieodebranych. Bałam się je otworzyć, nawet nie chciałam wiedzieć od kogo były. Odłożyłam telefon na półkę i z powrotem położyłam się do łóżka. Na marne. Dalej nie mogłam spać. Za bardzo ciekawiło mnie jaka była treść sms-ów. Trudno i tak już chyba gorzej być nie może. Sięgnęłam na półkę po urządzenie i włączyłam skrzynkę. Cztery smsy od Harrego i jeden od Filipa. Zakuło mnie w sercu. Co oni chcieli. Jak mieli jeszcze czelność się odzywać. Odczytałam najpierw od filipa, brzmiał on tak: '' Dobra przesadziłem trochę, zachowałem się jak debil. Wybacz mi, ale jak dowiedziałem się że ten koleś nie potrzebował kilku lat żeby zdobyć twoje względy, to aż się coś we mnie zagotowało. Tak w ogóle dla czego nie odbierasz. Proszę oddzwoń jak odczytasz. Przepraszam jeszcze raz :( '' Czyżby coś w nim pękło ? Co ja mam zrobić ? Nie mam zielonego pojęcia. Ciekawe co do powiedzenia ma Styles. '' Hej mała, jeszcze tylko 27 dni. Mam całkiem fajny plan. Masz urodziny 10 lipca prawda ? Ale to niespodzianka. Zayn wczoraj poczęstował dziennikarkę tymi swoimi sławnymi ziółkami. Możesz tylko sobie wyobrazić co działo się podczas wywiadu który przeprowadzała po nas z Imagine Dragons. A u Ciebie jak tam ? xx'', '' dla czego nie odpisujesz ? coś się stało ? x '', '' A może po prostu zajęta jesteś. Odpisz jak tylko przeczytasz. xx '', '' Martwię się :( ''. Tak brzmiały wiadomości od Harrego. Ostatnia wysłana była o około 4 w nocy. Tak po prostu jak gdyby nigdy nic. Nie zdradził mnie przecież, nie jesteśmy razem. Co ja mam myśleć o tej sytuacji z tą modelką. Znowu odłożyłam telefon. Nie wiedziałam co odpisać. Wiedziałam, że pójście kolejny raz do łóżka będzie bezsensowne bo i tak nie usnę. Usiadłam przy biurku i włączyłam laptopa. Na pierwszy ogień poszedł facebook. Masę powiadomień, zaproszenia do znajomych, od osób których praktycznie w ogóle nie znałam, wiadomości pięćdziesiąt. Co ich tak nagle wszystkich wzięło ?! Wyszłam z fb i czas na Twittera. Przeglądałam różne posty, aż tu nagle moją uwagę przyciągnęło zdjęcie Harrego całującego tą samą dziewczynę z wczorajszego wywiad. Długo nie zastanawiając się wzięłam telefon i zaczęłam pisać to co miałam na myśli. '' U mnie ? Poza tym że rodzice wyjechali na rok bez pożegnania, pokłóciłam się z przyjacielem i zostałam totalnie wykorzystana przez pewnego chłopaka, który najpierw tyle naobiecywał, a potem szybko znalazł sobie inną zabawkę to całkiem fajnie. '' Zielony przycisk i wiadomość została wysłana. Moje ciało przeszywały dreszcze. Zrobiło mi się gorąco i słabo. Nie panowałam nad sobą. Z trzaskiem zamknęłam laptopa, rzuciłam gdzieś w kąt telefonem, a sama z płaczem wylądowałam na łóżku. Co jest ze mną nie tak ? Co ja takiego złego zrobiłam ? Za co życie mnie tak kara. Czułam się beznadziejnie, moja psychika była na skraju załamania. Utrwało może 15 minut. Poczułam że ktoś przykrywa mnie kocem i lega obok.
- Co znowu zrobił ? Dalej się tym przejmujesz ? - to była ciocia. Nie miałam ochoty z nią teraz o tym rozmawiać, ale wiedziałam że nie da mi spokoju.
- Masz racje, Filip miał racje. Byłam jego ofiarą. Postawiłam się mu. Nie dałam tego czego chciał. Pobawił się i znalazł inną. - Wybuchłam i z wielkim płaczem rzuciłam się w ramiona cioci.
- Nie płacz nie warto. To było do przewidzenia. Tacy już są sławni ludzie. Pieniądze i sława całkowicie robią im wodę z mózgu. Cii maleńka. - Kołysałyśmy się na boki. Ciepło i troska bijąca od niej powoli mnie uspokajały.
Była już godzina 10:30.
- Choć zjemy coś - oderwała mnie od siebie i pociągnęła za rękę.
- Nie mam ochoty. Może potem, ale teraz się położę, bo chyba w końcu uda mi się zasnąć. Oczy same się już zamykają - puściła mnie i posyłając uśmiech zrozumienia wyszła z pokoju. Mnóstwo myśli przewijało mi się przez głowę. Sen przyszedł dość szybko, ale nie na długo. Obudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Kto znowu. Może Majka dzwoni o ognisko. Mam nadzieję, chętnie bym się gdzieś wyrwała i na chwile zapomniała. Byłam tak pewna że to ona dzwoni, że nawet nie popatrzyłam kto to tylko po prostu odebrałam:
- Halo, hej hej i jak z tym ogniskiem ? - odezwałam się. Czekałam chwile, nikt nie odpowiadał przez kilka sekund, a gdy już odpowiedział zamurowało mnie. Zachrypnięty głos mówił po angielsku. Zanim mój mózg zaczął ogarniać całą sytuację zdążyłam tylko wydukać:
- Harry ?? - długo nie czekałam na potwierdzenie.
- Tak to ja, o co chodzi ? Jak to rodzice wyjechali ? Ktoś cię skrzywdził ? Nie przejmuj się, widocznie nie był wart ciebie. - Do oczu napływały kolejne strumienie łez. Serce waliło jak szalone. Myślałam że zaraz po prostu wybuchnę. Nic się nie odzywałam, a on mówił dalej:
- Wytrzymaj jeszcze trochę. Już niedługo się zobaczymy. Opowiesz mi wszystko dokładnie, ale proszę cię nie przejmuj się tym dupkiem. - (chwila ciszy) - Korny jesteś tam ? Hej ? - nie mogłam wytrzymać:
- Harry, chodzi o ciebie. - tylko tyle zdołałam wydusić i się rozłączyłam. Bezwładnie opadłam na podłogę. Skuliłam się w kulkę i płakałam. Płakałam tak jak nigdy wcześniej. To tak bardzo bolało...
Po około godzinie postanowiłam, że nie dam się tak łatwo. Jestem bardzo wrażliwa, ale muszę się w końcu ogarnąć. Wstałam z ziemi i udałam się do łazienki. Przemyłam twarz zimną wodą, spięłam włosy, przebrałam się w dres i poszłam na dół. Ciocia przygotowywała obiad:
- I co tam. Wyspana ? - zapytała spokojnie.
- Tak. Co jemy ? - odpowiedziałam udając, że wszystko jest okej. Nawet wymusiłam uśmiech.
- Spagetti, siadaj zaraz podam - wykonałam polecenie i czekałam na danie, którym po kilku minutach zajadałyśmy się obie. Gdy skończyłyśmy ciocia zaczęła:
- Mam dla ciebie niespodziankę. Jutro...
Rozdział 19 ''A więc kim dla Ciebie jest ta dziewczyna ?''
- A więc kim dla ciebie jest ta dziewczyna ? - zapytała ciekawska blondynka. Na ekranie pojawiło się zdjęcie Stylesa z seksowną modelką z gali, która odbyła się tydzień temu. Jego ręka spoczywała na jej biodrze. Patrzyli sobie w oczy, byli nachyleni ku sobie i prawdopodobnie kilka sekund później doszło do pocałunku. Zamarłam. Serce po raz kolejny dziś rozsypało mi się na kawałeczki. Czułam że tak będzie, ale nie dopuszczałam tej myśli do siebie. Chyba jednak pomyliłam się co do niego. Filip miał racje. Pusta gwiazdeczka szukająca panienek do towarzystwa. Łzy pociekły mi strumieniami. Dla czego mi się tak w życiu nie układa ? Przecież wczoraj pisał że tęskni, że nie może doczekać się naszego spotkania. Runęłam na sofę jak burzący się wieżowiec. Totalny odlot. Nawet nie usłyszałam jego odpowiedzi na to. Oczy zaszły mgłą. Chociaż nie, to nie była mgła tylko łzy. Za dużo ich już dziś spuściłam. Mam ochotę wygarnąć mu co o nim myślę. Jestem zła i totalnie przybita. Otrząsnęłam się i poszłam na górę, żeby uświadomić go co zrobił. Siadłam przy biurku i już miałam otwierać laptopa kiedy zapikał mój telefon dając znać, że przyszedł mi sms. Tak na prawdę nie miałam ochoty go odczytywać, ale pomyślałam, że może Styles ma coś do powiedzenia. Nie jednak nie, był to sms od Filipa. Przeczytam bo może chce się pogodzić. Chociaż to mogłoby się dziś ułożyć. Wiadomość brzmiała : '' i co ? Dalej twierdzisz że to nie typowy laluś ? Nie dałaś mu się zaliczyć i masz. Szybko się pocieszył i to wyższym towarem.'' Każde przeczytane słowo wywoływało większy ból. Rzuciłam telefonem o ścianę. Rozpadł się na kilka kawałków. Mało mnie to akurat w tej chwili obchodziło. Rzuciłam się na łóżko i płakałam. Po raz setny dziś. Płakałam, bo miałam nadzieję, że wypłacze wszystkie żale . Minęła godzina. Trochę się uspokoiłam. Mętlik w głowie. Na pewno już nie pojadę do Niemiec. Nie mam po co. Dobra koniec rozczulania się nad sobą. Poszłam do łazienki przemyć twarz. Późno już było, ale nie chciało mi się spać. Poszłam do sypialni gdzie spała ciocia - Hej miśka. Dla czego jeszcze nie śpisz ? - zagadała gdy tylko usiadłam obok niej na łóżku.
- Jakoś nie mogę spać, ale widzę że ty też. Ciociu, nie chce jechać do Niemiec - powiedziałam kładąc się koło niej:
- Dla czego ? Coś się stało ? - zapytała wystraszona.
- Nie, to znaczy... Nie nic się nie stało. Po prostu chce być teraz ze znajomymi tutaj, z tobą - musiałam skłamać. Nie chciałam dołować ludzi na około. Przytuliła mnie do siebie i po prostu powiedziała:
- Widziałam to zdjęcie. Może to jakieś nieporozumienie. Wyjaśnij to z nim. Wiesz jak to jest w ich życiu. Reporterzy czekają tylko na takie chwile. Łapią głupie momenty i potem tylko same problemy. nie smuć się maleńka, nawet jeśli to coś znaczy nie masz się czym przejmować. Zaraz zapomnisz, on pewnie też. Takie życie nie jest w cale fajne. Ciągłe chowanie się. Uciekanie przed tłumami ludzi czekającymi tylko na to by zedrzeć z ciebie resztki ubrań i wziąć na pamiątkę. - Nie wiem co bym bez niej zrobiła. Gdy byłaby tu mama na pewno siedziałabym dalej zamknięta w pokoju i wypłakiwała słone łzy w poduszkę. Cieszę się nawet, że wyjechali.
- Dzięki ci za te słowa, za to że tu jesteś - wymamrotałam i wtuliłam się w nią mocniej.
- Nie ma sprawy koteńku - ucałowała mnie w czubek głowy i ułożyłyśmy się wygodniej. Uroniłam jeszcze jedną łezkę i obie zasnęłyśmy.
- Jakoś nie mogę spać, ale widzę że ty też. Ciociu, nie chce jechać do Niemiec - powiedziałam kładąc się koło niej:
- Dla czego ? Coś się stało ? - zapytała wystraszona.
- Nie, to znaczy... Nie nic się nie stało. Po prostu chce być teraz ze znajomymi tutaj, z tobą - musiałam skłamać. Nie chciałam dołować ludzi na około. Przytuliła mnie do siebie i po prostu powiedziała:
- Widziałam to zdjęcie. Może to jakieś nieporozumienie. Wyjaśnij to z nim. Wiesz jak to jest w ich życiu. Reporterzy czekają tylko na takie chwile. Łapią głupie momenty i potem tylko same problemy. nie smuć się maleńka, nawet jeśli to coś znaczy nie masz się czym przejmować. Zaraz zapomnisz, on pewnie też. Takie życie nie jest w cale fajne. Ciągłe chowanie się. Uciekanie przed tłumami ludzi czekającymi tylko na to by zedrzeć z ciebie resztki ubrań i wziąć na pamiątkę. - Nie wiem co bym bez niej zrobiła. Gdy byłaby tu mama na pewno siedziałabym dalej zamknięta w pokoju i wypłakiwała słone łzy w poduszkę. Cieszę się nawet, że wyjechali.
- Dzięki ci za te słowa, za to że tu jesteś - wymamrotałam i wtuliłam się w nią mocniej.
- Nie ma sprawy koteńku - ucałowała mnie w czubek głowy i ułożyłyśmy się wygodniej. Uroniłam jeszcze jedną łezkę i obie zasnęłyśmy.
poniedziałek, 10 lutego 2014
Rozdział 18 ''Styles dał Ci wykład ?''
Godzina 7:00. Zwlekam się z łóżka. Za dwie godziny czekają mnie ostatnie testy z angielskiego. Chyba jedyna część, której się nie boje. Uwielbiam ten przedmiot. Tak, uwielbiam bo zaczęłam się go uczyć odkąd poznałam chłopaków. Nie mam zamiaru cały czas chodzić w słuchawkach i ciągle poprawiać żeby nie wypadały, żaden komfort. Codziennie poświęcałam przynajmniej 2 godziny na naukę i całe szczęście w tym że szybko wszystko wchodzi mi do głowy. Cztery razy w tygodniu miałam i mam zamiar jeszcze do wakacji mieć korepetycje. Strasznie mi pomogły. Mniejsza o to. A więc zabrałam ubrania i poszłam do łazienki. Szybki prysznic, podstawowe czynności i gotowa do szkoły. Jeszcze tylko zabrać kanapki i mogę iść. Weszłam do kuchni i zobaczyłam karteczkę na stole, była od cioci: '' pojechałam na miasto załatwić parę spraw, wrócę koło 15''. Wyciągnęłam dwie bułki z lodówki, zapakowałam do torby zabrałam klucze od domu i miałam już zamykać, kiedy ktoś złapał mnie w tali. Wystraszyłam się i klucze z wielkim hukiem spadły na przypalone garnki, które były wystawiona dla złomiarzy.
- Czego się boisz ? - powiedział do mnie bandyta, którym jak się okazało był Filip.
- Kurde, co ty tu robisz ? Nie mogłeś normalnie podejść ? - powiedziałam i obróciłam się zła w jego stroną, ale jak tylko zobaczyłam jego pokorną minę od razu zaczęłam się śmiać.
- Przyszedłem po ciebie - uśmiechną się i podniósł mi klucze.
- Dzięki, ale przecież nigdy nie przychodziłeś ? Co cię tak nagle odmieniło i zachciało ci się minąć szkołę i iść jeszcze 20 minut po mnie (kiedyś dokładnie wyliczył ile czasu zajęła mu droga do mnie) ? - zamknęłam dom. Filip zrobił kilka kroków w moją stronę.
- Nie co tylko kto. Ty. Chciałem spędzić z tobą trochę więcej czasu. Nie mamy go zbyt dużo odkąd przyjechałaś. - Poczułam się troszkę niekomfortowa i postawiłam kilka kroków w tył. Niestety pole ucieczki skończyło mi się. Oparłam się o drzwi plecami. Filip nie zalegał z krokami i był już maksymalnie blisko mnie. Nie wiedziałam co robić. Oparł się jedną ręką o futrynę (obok mojej głowy), jego usta były coraz bliżej moich. Gdy był już u celu odepchnęłam go:
- Co ty robisz ?! - rzuciłam zdenerwowana.
- Wiesz, myślałem że zawsze o tym marzyłaś. Może faktycznie... Sory, wyskoczyłem chyba za bardzo. - wytłumaczył się zdziwiony i ruszyliśmy w stronę szkoły. Ma strasznie podstępną minę. O co mu chodzi ? Chyba czas na poważną rozmowę.
- Filip, bo wiesz.. trochę się pozmieniało u mnie i ... - nie dokończyłam. Ze złością wtrącił się :
- Bo co ?! Bo jakiś picuś walnął cię drzwiami i sypną ci w oczy swoją pięknością ?? Zapisał cię na listę lasek do wyruchania ? Nie poznaję cię. Przypomnieć ci jak goniłaś za mną. Jak zarzekałaś się że ci na mnie zależy ! Drzwi nie tylko rozwaliły ci czoło ale chyba też coś przewróciły w głowie. Nawet nie zauważyłaś że Jagode sprzedali. Idź jedź do tego gwiazdora, pedała z toną tapety na mordzie co nawet nie wie ile ma kasy na koncie, haa żeby tylko jednym ! Piepsz się Kornelia. - machnął ręką i pobiegł przed siebie. Stanęłam jak kołek, nie wiedziałam co mam robić. Czułam jak pęka mi serce. Łzy napłynęły do oczu. Zapomniałam o kiedyś najważniejszym dla mnie stworzeniu i nawet się z nią nie pożegnałam. Nie chciałam żeby się to tak skończyło. Zraniłam też Filipa i mi z tym źle, ale przecież to nie tylko moja wina. Nie byliśmy parą i go nie zostawiłam dla innego. Harry po prostu pierwszy przyznał się do uczucia którym mnie darzy. Otrząsnęłam się, otarłam oczy i ruszyłam do szkoły, nie chcę się spóźnić w ostatni dzień testów. '' laskę do wyruchania '' te słowa przewijały mi się przez głowę. 'Pedał z toną tapety na mordzie' ? Harry wcale taki nie jest. Pewnie nawet nie wie który to jest z tej piątki, a tak podle ocenia. Co prawda ja też nie znam go idealnie, prawie w ogóle, ale intuicja podpowiada mi że to co mówił w WB było czystą prawdą, że w tedy był sobą. Filip ? Trudno za późno mnie zauważył.
- Hej Kornelia ! Co się stało Filipowi ? Jakiś wkurzony jest. Nic się nie odezwał do nas. Po prostu poszedł od razu na salę. - z przemyśleń wyrwała mnie Justyna, Majka i Maciek.
- Nie wiem... Znaczy wiem. Pokłóciłam się z nim. Przyszedł po mnie i po prostu na za dużo sobie pozwolił... - powiedziałam obojętnie i przyśpieszyłam kroku. Chwilę przystanęli, rzucili sobie pytające spojrzenia i ruszyli za mną. Do sali weszliśmy w milczeniu. Zajęliśmy odpowiednie miejsca i dyrektor rozdał nam karty z pytaniami. Nie mogłam w ogóle się skupić. Co jakiś czas zerkałam na siedzącego zaraz obok mnie blondyna (Filipa). Robił wrażenie jakby zaraz miał eksplodować. Trzepnęłam się lekko w twarz. Dość tego, trzeba się skupić i napisać jak najlepiej. Każde pytanie czytałam po kilka razy i dokładnie analizowałam wszystkie możliwe odpowiedźzi
- 10 minut do końca. Kto skończył może oddać prace i wyjść. - poinformował dyrektor.
- Kornelia, psyt, jak ci poszło ? Styles dał ci wykład ? - zaczepiła mnie wścibsko siedząca za mną Kaja. Nie zwróciłam na to uwagi zbyt bardzo. Zaznaczałam ostatnią odpowiedź jeszcze postanowiłam przeglądnąć czy się gdzieś nie pomyliłam. Magle rozległ się trzask. Filip nie wytrzymał. Zerwał się z miejsca i z szybkością rakiety wypadł z sali. Straciłam przyjaciela, z resztą tak zawsze kończy się przyjaźń damsko-męska. Odstawiłam na bok testy wsadzone już do teczki i wyszłam jako druga (po Filipie). Miałam nadzieję, że zastanę go w szatni, bo zawsze czekał na Maćka, ale tym razem go nie było. Zabrałam sweterek i poszłam do domu. Nie miałam ochoty z nikim gadać. Włożyłam słuchawki do uszów, wsłuchałam się w słowa piosenek i szłam w stronę domu. Starałam się nie myśleć o niczym. W rekordowym tempie doszłam do domu, gdzie czekała na mnie ciocia z obiadem. Widocznie wróciła wcześniej niż pisała.
- Cześć i jak tam poszły testy ? Choć jeść. - zagadała i siadłyśmy do stołu.
- Dobrze, strasznie łatwe były. Dzwonili rodzice ? - zapytałam z nadzieją, że w końcu się odezwali.
- Niestety nie. Ale nie martw się. Może jeszcze zadzwonią - zapewniała. Posprzątałyśmy po obiedzie i poszłyśmy oglądnąć jakiś film.
Godzina 16:00, dzwoni telefon.
- Halo, kto mówi ? - zapytałam, ponieważ nie poznałam numeru.
- Majka, czemu nie czekałaś na nas ? - zapytała lekko podirytowana.
- Przepraszam, śpieszyłam się do domu. Sprawy rodzinne, wiesz... - wytłumaczyłam się szybko.
- Eh, zakochańcu. A tak w ogóle to ja dzwonie w innej sprawie. Dyrektor mówił dziś zaraz jak wyszliście, że mamy już wakacje i mamy nie przychodzić od jutra do szkoły. Dopiero za tydzień w środę o 9:00 tylko na rozdanie dyplomów mamy przyjść - powiadomiła mnie już normalnym tonem.
- Oo ale fajnie ! W sumie to należy nam się. Tyle testów. A tak w ogóle to może byśmy zrobili jakieś ognisko przez ten wolny czas przed wakacjami ? Bo potem wyjeżdżam na miesiąc, może dłużej i dopiero w sierpniu się zobaczymy - chwilę nie odpowiadała. Jakoś wydawało mi się że jest zaskoczona tym co powiedziałam.
- Coooo ? Nie będzie cię połowę wakacji ? Albo więcej ? Gdzie wyjeżdżasz ? Chyba nie do Londynu ? - tak, miałam racje była zdziwiona.
- Nie, nie do Londynu, do Niemiec - zaśmiałam się.
- Przecież już byłaś ! Dobra nieważne, muszę kończyć Maciek przyszedł, spiszemy się na to ognisko. Pa - rzuciła na szybkiego a ja zdążyłam tylko wydukać:
- Pozdrów go, pa - rozłączyła się. Odłożyłam telefon i stwierdziłam, że dalej będę oglądać coś w tv. Skakałam kanał po kanale, aż natrafiłam na wywiad z 1D. Nie włączyłam już nawet tłumaczenia. Wszystko rozumiałam. Blondynka pytała chłopaków o trasy, utwory a potem zaczęła wypytywać bardziej o życie prywatne :
- Harry czy to prawda, że łączy cię coś z tą dziewczyną ze zdjęcia ? - i na ekranie pojawiło się to samo zdjęcie co wczoraj na Twitterze. Serce zabiło mi mocniej. Rany w sercu po porannej kłótni gwałtownie zaczęły się goić. Z niecierpliwością czekałam na odpowiedź Hazzy, która szybko nastąpiła :
- Czy mnie coś z nią łączy ? Poza blizną na jej czole ? Myślę, że... - chwila zamyślenia - tak. A co tak naprawdę jest między nami dowiem się niebawem. - powiedział i pokazał rząd białych zębów Zapomniałam o wszystkim co się dziś wydarzyło. Czułam się taka szczęśliwa. Do czasu kiedy na ekranie nie pojawiło się kolejne zdjęcie i nie zabrzmiało kolejne pytanie...
________________________________________________________________________
na dzisiaj tyle :p skończyły mi się rozdziały, teraz będę pisać na bieżąco.
JEŻELI JESTEŚ TUTAJ POZOSTAW JAKI KOLWIEK ŚLAD (skomentuj, wyraź swoje zdanie lub po prostu kliknij 'tak'/'nie'), na prawdę nie zajmie ci to dużo czasu, a mnie zmotywuje. pozdrawiam :)
- Czego się boisz ? - powiedział do mnie bandyta, którym jak się okazało był Filip.
- Kurde, co ty tu robisz ? Nie mogłeś normalnie podejść ? - powiedziałam i obróciłam się zła w jego stroną, ale jak tylko zobaczyłam jego pokorną minę od razu zaczęłam się śmiać.
- Przyszedłem po ciebie - uśmiechną się i podniósł mi klucze.
- Dzięki, ale przecież nigdy nie przychodziłeś ? Co cię tak nagle odmieniło i zachciało ci się minąć szkołę i iść jeszcze 20 minut po mnie (kiedyś dokładnie wyliczył ile czasu zajęła mu droga do mnie) ? - zamknęłam dom. Filip zrobił kilka kroków w moją stronę.
- Nie co tylko kto. Ty. Chciałem spędzić z tobą trochę więcej czasu. Nie mamy go zbyt dużo odkąd przyjechałaś. - Poczułam się troszkę niekomfortowa i postawiłam kilka kroków w tył. Niestety pole ucieczki skończyło mi się. Oparłam się o drzwi plecami. Filip nie zalegał z krokami i był już maksymalnie blisko mnie. Nie wiedziałam co robić. Oparł się jedną ręką o futrynę (obok mojej głowy), jego usta były coraz bliżej moich. Gdy był już u celu odepchnęłam go:
- Co ty robisz ?! - rzuciłam zdenerwowana.
- Wiesz, myślałem że zawsze o tym marzyłaś. Może faktycznie... Sory, wyskoczyłem chyba za bardzo. - wytłumaczył się zdziwiony i ruszyliśmy w stronę szkoły. Ma strasznie podstępną minę. O co mu chodzi ? Chyba czas na poważną rozmowę.
- Filip, bo wiesz.. trochę się pozmieniało u mnie i ... - nie dokończyłam. Ze złością wtrącił się :
- Bo co ?! Bo jakiś picuś walnął cię drzwiami i sypną ci w oczy swoją pięknością ?? Zapisał cię na listę lasek do wyruchania ? Nie poznaję cię. Przypomnieć ci jak goniłaś za mną. Jak zarzekałaś się że ci na mnie zależy ! Drzwi nie tylko rozwaliły ci czoło ale chyba też coś przewróciły w głowie. Nawet nie zauważyłaś że Jagode sprzedali. Idź jedź do tego gwiazdora, pedała z toną tapety na mordzie co nawet nie wie ile ma kasy na koncie, haa żeby tylko jednym ! Piepsz się Kornelia. - machnął ręką i pobiegł przed siebie. Stanęłam jak kołek, nie wiedziałam co mam robić. Czułam jak pęka mi serce. Łzy napłynęły do oczu. Zapomniałam o kiedyś najważniejszym dla mnie stworzeniu i nawet się z nią nie pożegnałam. Nie chciałam żeby się to tak skończyło. Zraniłam też Filipa i mi z tym źle, ale przecież to nie tylko moja wina. Nie byliśmy parą i go nie zostawiłam dla innego. Harry po prostu pierwszy przyznał się do uczucia którym mnie darzy. Otrząsnęłam się, otarłam oczy i ruszyłam do szkoły, nie chcę się spóźnić w ostatni dzień testów. '' laskę do wyruchania '' te słowa przewijały mi się przez głowę. 'Pedał z toną tapety na mordzie' ? Harry wcale taki nie jest. Pewnie nawet nie wie który to jest z tej piątki, a tak podle ocenia. Co prawda ja też nie znam go idealnie, prawie w ogóle, ale intuicja podpowiada mi że to co mówił w WB było czystą prawdą, że w tedy był sobą. Filip ? Trudno za późno mnie zauważył.
- Hej Kornelia ! Co się stało Filipowi ? Jakiś wkurzony jest. Nic się nie odezwał do nas. Po prostu poszedł od razu na salę. - z przemyśleń wyrwała mnie Justyna, Majka i Maciek.
- Nie wiem... Znaczy wiem. Pokłóciłam się z nim. Przyszedł po mnie i po prostu na za dużo sobie pozwolił... - powiedziałam obojętnie i przyśpieszyłam kroku. Chwilę przystanęli, rzucili sobie pytające spojrzenia i ruszyli za mną. Do sali weszliśmy w milczeniu. Zajęliśmy odpowiednie miejsca i dyrektor rozdał nam karty z pytaniami. Nie mogłam w ogóle się skupić. Co jakiś czas zerkałam na siedzącego zaraz obok mnie blondyna (Filipa). Robił wrażenie jakby zaraz miał eksplodować. Trzepnęłam się lekko w twarz. Dość tego, trzeba się skupić i napisać jak najlepiej. Każde pytanie czytałam po kilka razy i dokładnie analizowałam wszystkie możliwe odpowiedźzi
- 10 minut do końca. Kto skończył może oddać prace i wyjść. - poinformował dyrektor.
- Kornelia, psyt, jak ci poszło ? Styles dał ci wykład ? - zaczepiła mnie wścibsko siedząca za mną Kaja. Nie zwróciłam na to uwagi zbyt bardzo. Zaznaczałam ostatnią odpowiedź jeszcze postanowiłam przeglądnąć czy się gdzieś nie pomyliłam. Magle rozległ się trzask. Filip nie wytrzymał. Zerwał się z miejsca i z szybkością rakiety wypadł z sali. Straciłam przyjaciela, z resztą tak zawsze kończy się przyjaźń damsko-męska. Odstawiłam na bok testy wsadzone już do teczki i wyszłam jako druga (po Filipie). Miałam nadzieję, że zastanę go w szatni, bo zawsze czekał na Maćka, ale tym razem go nie było. Zabrałam sweterek i poszłam do domu. Nie miałam ochoty z nikim gadać. Włożyłam słuchawki do uszów, wsłuchałam się w słowa piosenek i szłam w stronę domu. Starałam się nie myśleć o niczym. W rekordowym tempie doszłam do domu, gdzie czekała na mnie ciocia z obiadem. Widocznie wróciła wcześniej niż pisała.
- Cześć i jak tam poszły testy ? Choć jeść. - zagadała i siadłyśmy do stołu.
- Dobrze, strasznie łatwe były. Dzwonili rodzice ? - zapytałam z nadzieją, że w końcu się odezwali.
- Niestety nie. Ale nie martw się. Może jeszcze zadzwonią - zapewniała. Posprzątałyśmy po obiedzie i poszłyśmy oglądnąć jakiś film.
Godzina 16:00, dzwoni telefon.
- Halo, kto mówi ? - zapytałam, ponieważ nie poznałam numeru.
- Majka, czemu nie czekałaś na nas ? - zapytała lekko podirytowana.
- Przepraszam, śpieszyłam się do domu. Sprawy rodzinne, wiesz... - wytłumaczyłam się szybko.
- Eh, zakochańcu. A tak w ogóle to ja dzwonie w innej sprawie. Dyrektor mówił dziś zaraz jak wyszliście, że mamy już wakacje i mamy nie przychodzić od jutra do szkoły. Dopiero za tydzień w środę o 9:00 tylko na rozdanie dyplomów mamy przyjść - powiadomiła mnie już normalnym tonem.
- Oo ale fajnie ! W sumie to należy nam się. Tyle testów. A tak w ogóle to może byśmy zrobili jakieś ognisko przez ten wolny czas przed wakacjami ? Bo potem wyjeżdżam na miesiąc, może dłużej i dopiero w sierpniu się zobaczymy - chwilę nie odpowiadała. Jakoś wydawało mi się że jest zaskoczona tym co powiedziałam.
- Coooo ? Nie będzie cię połowę wakacji ? Albo więcej ? Gdzie wyjeżdżasz ? Chyba nie do Londynu ? - tak, miałam racje była zdziwiona.
- Nie, nie do Londynu, do Niemiec - zaśmiałam się.
- Przecież już byłaś ! Dobra nieważne, muszę kończyć Maciek przyszedł, spiszemy się na to ognisko. Pa - rzuciła na szybkiego a ja zdążyłam tylko wydukać:
- Pozdrów go, pa - rozłączyła się. Odłożyłam telefon i stwierdziłam, że dalej będę oglądać coś w tv. Skakałam kanał po kanale, aż natrafiłam na wywiad z 1D. Nie włączyłam już nawet tłumaczenia. Wszystko rozumiałam. Blondynka pytała chłopaków o trasy, utwory a potem zaczęła wypytywać bardziej o życie prywatne :
- Harry czy to prawda, że łączy cię coś z tą dziewczyną ze zdjęcia ? - i na ekranie pojawiło się to samo zdjęcie co wczoraj na Twitterze. Serce zabiło mi mocniej. Rany w sercu po porannej kłótni gwałtownie zaczęły się goić. Z niecierpliwością czekałam na odpowiedź Hazzy, która szybko nastąpiła :
- Czy mnie coś z nią łączy ? Poza blizną na jej czole ? Myślę, że... - chwila zamyślenia - tak. A co tak naprawdę jest między nami dowiem się niebawem. - powiedział i pokazał rząd białych zębów Zapomniałam o wszystkim co się dziś wydarzyło. Czułam się taka szczęśliwa. Do czasu kiedy na ekranie nie pojawiło się kolejne zdjęcie i nie zabrzmiało kolejne pytanie...
________________________________________________________________________
na dzisiaj tyle :p skończyły mi się rozdziały, teraz będę pisać na bieżąco.
JEŻELI JESTEŚ TUTAJ POZOSTAW JAKI KOLWIEK ŚLAD (skomentuj, wyraź swoje zdanie lub po prostu kliknij 'tak'/'nie'), na prawdę nie zajmie ci to dużo czasu, a mnie zmotywuje. pozdrawiam :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)